Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

Dobry numer nie jest zły luty 11, 2009

Zaszufladkowany do: w drodze — gzachris @ 11:01 pm
Tags:

Ciekawy jestem ile razy powtarzając ten sam numer z policją uda mi się uniknąć, nazwijmy to ‘nieprzyjemności’. Sytuacja z dziś wyglądała następująco: rozmowa przez telefon z Ms I. & Mr W. w czasie jazdy, sygnał policyjny, coś tam po gruzińsku przez megafon, mryganie światłami, zatrzymanie, opuszczenie szyby i czekanie aż podejdzie:

P – jak policjant: ზწლშყრფ აკგჭშჲძოფქ ყწ ზფი ოგკჯფ იშუ ჯშუ ჭუ ძშუ იშუ კწჭტფჯშფ ზკჭუჭ ეულუთწი

J – jak ja: I’m sorry but I do not speak georgian, maybe you will try english or german?

P (po zrobieniu oczu, jak 1 Lari w bilonie): Okey, go, go …

Ot historia, jak cztery wcześniejsze – krótka. Rada udzielona na początku mojego pobytu wciąż skutkuje: “oby Cię tylko nie zrozumieli, to odpuszczą”. Czekam na moment kiedy, któryś z nich odezwie się po angielsku, ciekawe co wtedy? Przejdę na polski, heh. Tymczasem czuję się, jak Elliot Ness (Costner) czy też Jim Malone (Connery). Zastanawiający jest dla mnie jednak fakt, że policja reaguje właśnie w taki sposób, tzn, na takie a nie inne ‘wykroczenia’, że się tak wyrażę. Bo co ma rozmawianie przez telefon, z tym, że nagminnie koło mostu Metheki, dla przykładu, tysiące samochodów dziennie łamie ‘nakaz’ nie stosując się do niego, poza tym niezliczone rzesze busów i taxi zatrzymują się niespodziewanie w miejscach na pewno do tego nie przeznaczonych blokując ruch i powodując gigantyczne korki w godzinach wieczornych kiedy wracam z Rustavi (i chciałbym jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu), dodatkowo ich auta nie są widocznie wyposażone w kierunkowskazy lub wisi na nich już z pewnością pajęczyna. Nie wspomnę już o tym, że częstym zwyczajem jest jazda po przeciwnym pasie ruchu (czyt. pod prąd) i miganie światłami na tego, który zmierza w swoim kierunku, żeby tylko zjechał z drogi, bo komuś się strasznie spieszy. Heh, nie widziałem, do tej pory, a dla przypomnienia leci już 11 miesiąc, by była jakakolwiek reakcja. Wręcz przeciwnie, nie raz TBS PD sama tak ‘wodzi’. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ostatnio usłyszałem: “Ty to już jeździsz, jak Gruzin” heh i nie wiem czy to uznać za komplement. Ale jedno muszę przyznać: rzadko przejeżdżają na czerwonym… niestety wynika to jedynie z faktu, że jak nie ruszysz na swoim żółtym, jak tylko ledwo się zapali to Cię ‘zapipkają’, musisz więc ruszyć zanim się pojawi to światło i lepiej wtedy żeby nikt nie przejeżdżał!!! Mimo tego szczerze powiedziawszy relaksuję się jeżdżąc, choć oczy naokoło głowy, a noga w pogotowiu na hamulcu…

 

“ale żadnej nowości, tzn. nowości też” styczeń 5, 2009

Zaszufladkowany do: Dziennie, w drodze — gzachris @ 11:39 pm

na dwa kompy właśnie śmigam, tutaj u Małej wpisując coś niecoś, tam zgrywając inne coś niecoś na długie (a to dobre, się uśmiałem, do siebie) wieczory zimowe. A co ja obiecałem Irinie przecież? A propos dzwoniła do mnie dzisiaj, tzn, ja pierwszy do niej, a potem ona po 1 godzinie, która była trzecią, że prosto z lotniska kierowca podrzuci mnie na Didube do mieszkania. ‘Not chic but nice – she said’ To się okaże, bo prawdę mówiąc nie byłem tam jeszcze, a o 4:30 rano będę się przekonywał. Dodatkowo dostanę kluczę i papiery od samochodu, który odbiorę w środę rano, kiedy w biurze nie będzie nikogo, bo przecież wigilia i jak tu pracować (nie to co u nas), ale ochrona zawsze w pogotowiu, więc ktoś jednak. Ale na początku przydałoby się trochę wyspać, choć zmiana miejsca godzin i w ogóle znowu, to spokojnie nie będzie. Pewnie szybko zawitam do Kartuli a tam to już opowieści o mych i ich treści. Mam Wedle dla Levana Schokolady i nalewkę wiśniową dla Nugzariego, co by mu te jego trunki przez wujka zachwalane wynagrodzić jakoś.

Tymczasem ostatni wieczór spędzam u rodziców. Posprzątałem swoje mieszkanie na Opolskiej-Ozimskiej, wypróżniłem większy pokój, łazienkę i kuchnię ogarnąłem, nie wspominając o piwnicy (po kiego?) i wcale aż tak zawalony ten mały nie wygląda. Tradycyjnie nocujący Mych, by pewnie nie zauważył różnicy, bo się jakoś schowało tu i tam. A wszystko z powodu wynajmu, ponieważ Sylwestra się znalazła jakoś niespodziewanie podczas naszych Krzychowych rozmów Hajowych. I w sumie powiem szczerze plan całkiem dobry, tym bardziej, że przyszłość na jakiś czas…

Jutro z rana uderzę jeszcze do GC, bo spraw parę jest, a potem “up in the Sky” > Breslau-Mjunszien-Tiflis

Ps. Nowe słówko od Iriny wpadło ‘cozy’, czyli nie będzie tak źle …

 

00:58, 09.08.2008 Gruzja, w drodze z Kartuli (Rustavi) do Tbilisi sierpień 9, 2008

Zaszufladkowany do: w drodze — gzachris @ 12:53 am
Tags: ,

U nas wszystko w porządku, jesteśmy z Californią bezpieczni, dzwoniłem dzisiaj do polskiego konsulatu, gdyż prosili aby osoby przebywające w Gruzji zgłosiły sie do nich. Konsul powiedział, żeby zostać w Tbilisi, ponieważ tu i w Batumi organizują Polaków. Zostawiłem swój numer telefonu i w razie czegoś będą się ze mną kontaktować.

Tymczasem trwa wymiana ognia w Osetii Południowej. Podawane są sprzeczne informacje nt kontroli nad stolicą Cchinwali. Jeszcze rano zajęta przez siły gruzińskie, teraz podobno już wyparte przez wojsko ‘mieszane’ (Osetyńczycy, Rosjanie i różnej maści najemnicy wojenni). Saakashvili wycofał żołnierzy z Iraku i Afganistanu, aby wzmocnić nimi jednostki na pograniczu Osetii. W samym Tbilisi, jak i w Kartuli nastroje raczej ponure, odczuwa się napiętą atmosferę. Ludność wyczekuje przed telewizorami na kolejne wiadomości z frontu. Mężczyźni odpowidając na apel prezydenta o powszechnej mobilizacji zebrali się przed posterunkami policji lub wojskowymi. Z trzech naszych cementowni rząd powołach już ponad stu mężczyzn, przejęto też samochody terenowe. Skończyły się żarty, to się dzieje naprawdę, choć wciąż trudno mi w to uwierzyć. Moi koledzy z pracy, z którymi pracowałem, rozmaiwałem jeszcze dwa dni temu, mogą być teraz gdzieś w pobliżu pozycji, które są ostrzeliwane. Bagatelizowałem te wydarzenuia wcześniej, ale to dzieje się przecież w kraju, w którym przebywamy. Mam nadzieję, że społeczność międzynarodowa zareaguje w miarę szybko i zostaną podjęte kroki w celu stabilizacji sytuacji w tym regionie.

Właśnie wjechałem do Tbilisi, na ulicach jakoś tak więcej policji, choć zwykle jest tu jej i tak dużo. Ulice puste, choć nie raz wracałem o tej porze i było jakoś tak inaczej, nie wiem, żadne porównanie nie przychodzi mi do głowy…

 

“tURN tO dUST” lipiec 15, 2008

Zaszufladkowany do: w drodze — gzachris @ 6:09 pm

Kolejny raz w drodze Kartuli-Tbilisi, choć piec dalej stoi to wyjeżdżam zadowolony. Dziwne? Nawet dla mnie samego, ponieważ tak być nie powinno, a jednak. Wszystko za sprawą owocnej burzy mózgów, z której wynikło wiele pomysłów, zrodzonych w naszych głowach. Teraz tylko zostało przypilnowanie ich realizacji.. Ku lepszej pracy Kartuli, hehe. Mam nadzieję, że się uda i już potem tylko będziemy wypatrywać rosnącej góry klinkieru. Oby też i ta zmiana wymurówki wyszła szybko, a ‘futurowszczyki’ niech uczą…

PeeS. Ciekawy jestem tych 90 stopni.

 

jeszcze nie… lipiec 10, 2008

Zaszufladkowany do: w drodze — gzachris @ 4:19 pm

… przyjechała po mnie ‘maszrutka’, a tu w słuchawkach “grrrrrrrr” pobrzmiewa. Ja lewą a Ty prawą, niech i tak będzie ;) Z rana Morfeusz panował i to długo niepodzielnie, aż w końcu uwolniony z jego ramion udałem się wraz z ‘Andreasi’ na Kus Tba’ę. O dziwo, pierwszy raz w trzy miesięcznej zakaukazkiej emigracji spotkałem taksi drajwera, który nie mówił po rosyjsku. Przydały się ‘operatorskie’ lekcje gruzińskiego i za ‘epsi Lari’ dojechaliśmy do celu. Tym razem nie kamiennie ale leżakowo, więc nie miałem odciśniętych na plecach skamielin. Żarki jako tako po japońsku nie było ‘mnoga’, dało się więc w szczytowych godzinach wytrzymać. Wciągnięty w nową hostorię z II Wojny Światowej Dan’a Kurtzman’a, po jakimś krótkim (jakby sie wydawało) czasie usłyszałem ‘Skaczcie wookoło’, która to piosnka wzywała do ewakuacji. Ze względu na fakt, iż Andreasi nie podróżował jeszcze ‘Sokołową kolejką’, kolejnego drajwera taksi złapaliśmy dopiero przy wejściu/wyjściu do/z Vake Park. Pod pokojem 6 i 2 ryba z ryżem posiliła mnie nie tylko do przyszłych godzin, które spędzę w Kartuli, ale stała się tłem do rozmów z Californią. JUŻ TAK – maszrutka wiezie mnie od jakiś 15 min w stronę większej żarki, tym razem od pieczki. Nukri prowadź, ja wracam do “Misji Specjalnej” i generała Wolffa.