Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

“I had never got that before” fuck styczeń 13, 2009

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 12:08 am
Tags:

You know what I’ve meant… – tak słuchałem tego utworu.

Szkoda, że nie umiem śpiewać, w dodatku po francusku, bo mnie przesiąknął ten kawałek cukierkowy. Ale nie o tym i to nie ten sprzed chwili. Nie ma już w pełni księżyca – porozmawiam o pogodzie, hę? Yt [f xnj – hihi, niby nie logiczne a jednak > http://blip.pl/s/6117659 Poza tym nie wiedziałem, że istnieje playlista na JołTjubie. Jest też późno, jak dla mnie ostatnio 1:05 am – internet to zło, wiesz? ale Don Gyneco rozśpiewany > tzw. Idę spać …

Ps. Dobry raport dzisiaj stworzyłęm, jestem zadowolony z samego siebie. Jutro przylatuje Mr Trubka.

 

cfl lipiec 31, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 12:02 am

aktualnie jest 00:49 nie spałem od 6:30, jakieś pół godziny temu wróciłem z Kartuli. Pewnie szybko nie pójdę w objęcia Morfeusza, ponieważ dziś zastąpią je ramiona Californi ;) 3:00 i jej samolot powinien osiąść na gruzińskiej ziemi. Sprawdzam na stronie Lufthansy status – opóźniony, będzie o 3:22, a ja mam drajwera ‘zakazanego’ na 1:45. Cóż, lepiej poczekać niż się spóźnić. Poza tym faktem jest, że jeszcze nie dotarłem do pokoju, gdyż siedzę z Sopo i Gogą w jadalni, wcinamy arbuza, który o tej porze roku jest prawie na każdym rogu Tbilisi. Zrobiło się bardzo słodko i soczysto, heh, zabrzmiało… Goga, jak zwykle rozmawia z kolejną dziewuszką via Skajp, a Sopo co chwilę coś tam mamrocze, chyba by ją dopuścił do komputera – gruzińskie gardłowe mini kłótnie, heh, didi dzudzu. Padam, może więc zdrzemnę się z pół godziny? Byłoby dobrze, ale jakoś nie chce mi się zebrać na górę, ojoj…

 

pepsi light lipiec 25, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie, Nocą — gzachris @ 11:04 pm
Tags: ,

“chcę się bawić” – Jarek brzmi, a u mnie dzisiaj imieniny… “wybierz sam, jak poruszać się po klubie”

“So there was some Saint Krzysztof in history?” Irinowno pytaniowo, ano był i przemierzał wodę -> link.

A co poza tym? Kolejny dzień spędzony do późna w Kartuli, a niby dlaczego?, dlatego, że nie potrafię inaczej i traktuję swoją pracę – gruzińską misję, poważnie? Czy nie nazbyt zaangażowany, zmotywowany, przejmujący się tym wszystkim? Jedno wiem, siwków przybyło około ucha, więcej niż kiedykolwiek wcześniej… Dobrze, że wieczorem, heh, jak nie w nocy, nie ważne, muzyka, muzyka, i nuty pozwalają na relaks. Wystarczy takie “Lift your fist” Guru f. The Roots i już znikam, o Angeli nie wspominając … ” znów ten stan [...] ale leżę sam po ciemku na podłodze i muzyka gra”.  A Angie Stone i “Wish…” O Californio serio, serio, heh, nie myślę wcale, heh! Normalnie byłaby ‘pracowa’ bibka: z ciastem, Jasiem podróżującym, taxąmeta dla Pań, drynki, rodzynki, orzeszki, śmieszki, rozmowy bez końca, hmmm, no cóż, cieszę się z pamięci tych, którzy wspomnieli i ucieszyli mnie niezmiernie, dziękuję Wam bardzo. A tak, Nugzari, popędzanie, pilnowanie, kminienie, sprawdzanie, poprawianie, tłumaczenie, rozwijanie…

Życie, ach życie, przynajmniej głębia ucieszyła -> lynk, lynk

 

lipiec 21, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 12:15 am
Tags:

No jest niedziela, a raczej była, bo już 0:58, czyli w sumie poniedziałek. Niedziela, jak niedziela, niby, do kościoła, na spacer, na rower, jakiś film we dwoje, do kina, nad jezioro, itepe. Niby normalnie, no nie? Ale nie dzisiaj, raczej wczoraj, tu plan taki nie został zrealizowany.

Przebieg dnia był, a raczej jest następujący: pobudka po 4,5 godzinach snu gdzieś tak około 7, szybkie śniadanie bez herbaty z cytryną, w sumie tylko sadzone jajko z kiełbasą, bo kanapki zapakowane w serwetki wylądowały w torbie, następnie maszrutką w stronę Kartuli, wysiadając umówiłem się z drajwerem na 17 (pierwotny plan), jest dobrze 70 t/h czyli coco jumbo, pierwsza próba na 80, obmaska, spokojne dojeżdżanie dalej, idzie 80 t/h już od dwóch godzin ;) , stabilnie i to bardzo, zmiana godziny o godzinę, Nukri przyjedzie po mnie o 18, jest Nukri, z torbą na ramieniu zmierzam w jego kierunku zachodząc jeszcze na chwilkę na sterownię, aaaa, piec idzie w ‘krzoki’, zostajemy, 5 razy wypada palnik, wyprowadzenie na nowo, ok idzie stabilnie, Nukri już czeka trzecią godzinę, ok czuję, że możemy jechać, teraz droga między Rustavi a Tbilisi, telefon od Oleg’a – wypadł chłodnik co robić? szybkie wskazówki, nic, zawracamy, Nukri jedź do domu, ja zostaję, jakoś dotrę i tak się już naczekałeś, ruszt uwolniony, w międzyczasie problem z napędem głównym, ok wszystko w porządku, jedziemy znowu, nim się obejrzałem północ – znak, że Jura przyjdzie, do przodu, myślę: godzinę poczekać godzinę później jechać?, będzie ok. 2:30 jak dotrę, zostaję…

Jest 1:11 siedzę w biurze, słucham muzyki by się odstresować, czekam na Californię, nasłuchuję czy klinkier stuka na przenośniku, a jeszcze trzeba przygotować raport na rano, długa noc…

 

a to dziwne… lipiec 18, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 1:57 am
Tags:

… ale jeszcze mi się nie chce spać choć na czuwaniu jestem już 20 godzin, a poprzednia podróż w krainę snu (raczej bez Morfiego bo nie zdążył) trwała tylko 4 godziny, hmmm… Wszystko co wczorajsze wieczorno-nocne przez Andreasi Agasi, który dzisiaj już ‘ulatuje damoj’ w stronę Krzyżakowa. Natomiast dzisiejsze dniowo-wieczorno-nocne przez Kartuli gdzie spędziłem 18 z tych 20 minionych godzin, bo przecież 2-ie tam i ‘obratno’. Czyżby do jedzenia podawali zmielone Duracell’e? Nie patrzę więc już na zegarek, bo wiem dobrze, że do kolejnego wyjazdu w stronę Kartuli zostało mi jeszcze 5 godzin, heh. ‘Eta rakieta’ …

 

lipiec 1, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 12:37 am

Nie powiem, żem śpiacy jest – usnąłem po drodze w busie, nie słyszałem telefonu, Nutkri nie bardzo mógł mnie dobudzić. Czwarty dzień z rzędu od rana do wieczora, heh, do późnej nocy. Wyjazd o 7-mej ejem, przyjazd o 1-szej ejem. W międzyczasie, głowica, chłodnik, uszczelnienie, łaty i palnik, który powinien dawać ciepło od 6-tej piem, a nie chciało mu się jakoś. Wypatruję Polski i stanu California, to mi daje kopa na najbliższe dni.

Tymczasem do wpisu Dał Radę, znajdującego się dokałdnie poniżej można by jeszcze dodać cuś takiego: http://labirynty.net/

 

E Viva Espania… czerwiec 30, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 12:21 am

Niektórzy czekali na ten moment od początku mistrzostw, np. Carlson.  heh, E Viva Espania, i już czuję, co może się dziać na ulicy, którą przemierzałem z początkiem roku, zmęczony po Sylwestrze, podobnie jak dzisiaj. Miasto spać nie będzie, Państwo nie uśnie, radość zewsząd ‘chluśnie’. Wygrali, ponieważ wygrać mieli. Krzyżacy zabiorą dwa najlepsze w tym meczu nagie miecze: ‘Lemani’ i ‘Szfajnsztajgeri” i przygotują się do WM 2010. W końcu mistrz wice (to na pocieszenie) – tak twierdzi Andreas, z którym poszedłem tylko po piwo przed meczem do supermarketu, a wylądowaliśmy w Old Tbilisi, w ‘ekranowej’ dzielnicy. Smutna mina twa? Nie tak, jak tych co siedzieli za nami, cóż… Sam mówiłeś, że nie grali wcale dobrze. Tak naprawdę to chciałem 2:1, przy czym nie 2:0 i dalej, ale 1:1 i więcej emocji, no – wszystkiego mieć nie można. Kimaszwili…

 

chol plam czerwiec 28, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 1:16 am
Tags:

krótko, bom śpiący jest, cholerne plamy dzięki którym dzisiejszy dzień i najbliższe spędzę w jednym miejscu na K i to nie jest Kus Tba. Ok, kolejne doświadczenie, więc nie ma tego złego itede itepe… Poza tym zadowolenie właśnie z tego faktu, niestety, ale znowu na pełnych obrotach, więc niemała pobudka. A drugie poza tym to wniosek z ostatnich dni: wymagający Mrowald, jest dużo lepszy niż Kuni. I ulubione: “Do you think or know?” Hehe, dobre i to. A trzecie poza tym – uśmiecha się częściej. Czas pójść z Morfeuszem w podróż, bo wczorajsza nie byłą zbyt długa, przedwczorajsza za to dostarczyła kolorów. Natomiast California, gdzieś w jakimś 14-nasto godzinnym autobusie podziela szarych komórek wytwory …

 

Don’t you know I’m loco? czerwiec 24, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 12:05 am

Coś w membranie dźwięczy…

Bob Dylan aka Anakin Skywalker wraz z Billy Eliot’em ‘w mieśśście’ (czyt. razem) skakali sobie po Dachach Świata… Marzenie! Ale potem po codziennych wyprawach chyba nuda, bo ile można? Na podróż powinno się wyczekiwać, wypatrywać dnia kiedy pakujesz plecak, kufer czy walizkę Titan, a nie tak ot, po śnidaniu, które żeresz w otoczeniu Hula Manila Vanilla Hop. “Gdziekolwiek, jakkolwiek, natychmiast” – spontaniczne wybory, #widokiszoki, niecodzienność. I co jeszcze? Nie wiem. “My man” był znacznie ciekawszy i 3mał w niewiedzy, co wydarzy się jeszcze, a tu z góry wiadomo, że Biały Samuel polegnie, uśmiechnie i zostanie mu wspinaczka, a potem długa podróż… Mama ta miała dylemat, dziwo sztucznie załatwiony na końcu, Synu dorwę Cię nie było, ‘protective’ bez interlocking’u. Wyczekuję sobie tych wolnych chwil i kursuję po stronach ‘.ge’ w poszukiwaniu innych wersji niż ‘owsikowe’, a potem już tylko bez zastanowki… Nie tylko Kus Tba istnieje, no nie? Panie Janie rano wstań, Bakumi, Baku, Erewan, Astana ?? Kto wie, daleko nie mam.

Ps. W operze byłem wczoraj, hehe – Aida, Verdi, bosko, nieboskłon

 

New Stadium In Vazisubani Settlement czerwiec 22, 2008

Zaszufladkowany do: Nocą — gzachris @ 1:36 am

5,81 w zaokrągleniu, tyle mierzę stóp. W związku z poszukiwaniami przelicznika natrafiłem na pewne forum, Zainteresowany, kłótnią o 1 centymetr, sam wziąłem ołówek w ręku i w magicznym kajecie pojawiły się skomplikowane matemtyczne obliczenia. Zdając się na siebie, a nie na rozlicznie istniejące przeliczniki, rozruszałem przed chwilą moją szarą papkę i wyszło zgodnie z jedną wersją, więc jej się będę trzymał. A poza tym to wspomnianym forum znalazłem śmichotę, która zapewne rozśmieszy i żeńską część, choć będą się zapierały, że nie, coś Ty, a po co, ale z Ciebie … itepe. Cytując za Kerio: “Kobieta powinna potrafić 70 rzeczy: 69 i gotować”. To tak na marginesie, i wcale nie siędzę teraz w dresie. Czuję się jakbym oglądał statystyki NBA, mam 5,807 stopy, czyli 5′8″ hmmm. Sprawdziłem, to tak, jak np. Nate Robinson z New York Knicks. W związku z tym faktem, poszedłbym jutro na jedno z rozlicznych boisk w Tbilisi powieszać się na obręczy, ale zachciało mi się pójść do OPERY, hehe, więc odpada. A wracając do sportowych miejsc, uwierzyć nie mogłem, gdy przeczytałem na tbilisi.gov.ge, że tutaj jest już aż 153 boisk (takich 400 m2). I to prawda, to jest fakt, gdyż codzienne wędrówki po Tiflis mnie do tego przekonują. Coś mi się zdaje, że za kilkanaście lat Gruzja stanie się potęgą futbolową i nie tylko, z takim zapleczem, jakie oni sobie tutaj budują…