Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

nie mam dziś szczęścia do pogody – lubię Lulu Rouge maj 24, 2009

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki — gzachris @ 4:22 pm
Tags: ,

Wyszedłem, by zobaczyć co się dzieje na KusTbie. Słońce mi towarzyszyło… niestety tylko do czasu kiedy tam przybyłem. Zostałem opuszczony po 5ciu minutach, a moimi kompanami stały się deszczowe chmury, które nagle zaczęły nadciągać ze wszystkich stron. Zmienia się KusTba, proces dostosowania do ‘jakiś’ przyzwoitych warunków trwa: w kawiarni, już odgrodzonej, z nowymi stolikami, z kelnerami, wzbogacone menu. Brzydka betonowa elewacja (beton potrafi być piękny, ja to wiem) zaczyna przybierać ciekawej postaci. Jezioro oczyszczono, przybyło miejsc ‘leżakowych’, rowerków wodnych i kajaków. KusTba się zmienia…

Wyszedłem, by w ‘moim’ Populi XXL wydać 32,5 Lari, nie kupując nic, poza cytrynami, cukrem, wodą… No dobra, kupiłem jeszcze trochę ’staffu’, którego miejsce w łazience…

Wyszedłem, by po raz kolejny, a przecież jest tak co dzień, przekonać się o finezji kierowców gruzińskich. Dziwne, że po roku spędzonym w tym kraju, coś jeszcze może mnie zadziwić, a jednak…

Wyszedłem, bo lubię światło dzienne, tak różne od tego, które rozświetla pokój przechodni, w którym spędzam większość czasu gdy jestem w mieszkaniu.

Wyszedłem, by spróbować, jak smakuje Lulu Rouge “Bless You” na świeżym powietrzu, chłodnym, przed deszczowym, tbiliskim…

Wyszedłem, by wrócić, usadowić się w wygodnym fotelu na balkonie, otworzyć tę stronę i coś napisać, by po jednym z akapitów, zauważając krople na monitorze, przesunąć się bardziej w stronę drzwi i tam dokończyć spoglądając na wiosenny deszcz…

 

Tworki – potworki luty 9, 2009

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki, pięknie — gzachris @ 3:38 pm

Dziś przypomnienie, wspomnienie z gadu-gadu: lekcje angielskiego, w tę i w przeciwną stronę podróże na nogach, kopiec kreta (hihi), studniówka, wizualizacje… Masz rację, mnie też zastanawia “fenomen naszej znajomości”-przyjaźni, a tak “śmiesznie się zaczęła” i trwa już tyle lat, mimo odległości. Heh nie wiedziałem, że to masz, a nawet wręcz zapomniałem, że coś, gdzieś kiedyś poskładane  litery w te słowa, żebym nie zgubił zamieszczam tu:

Svenf-G-Englar

cokolwiek to znaczy

Ty

Ja

dwoje życia wygód poszukiwaczy

Więź niewidoczna

w formę dotyku przybrana

Ty

Ja

Rzeczywistość na moment schowana

Badanie? Eksperyment?

to już dawno za nami

Ty

Ja

Razem, lecz wciąż sami

Nawzajem mając siebie

marzenia swe wyjawiać

Ty

Ja

Wszechświatu siebie oddawać

 

zaokrąglone ramiona wrzesień 10, 2008

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki — gzachris @ 10:36 pm

1. “ogień może zaalarmować Rosjan, szybko tu przybędą”, Martin Bormann

2. całkiem ‘bystro’ przemierzam teraz drogę do Kartuli -> BIB 579 i 15nastka w sto

3. zimowy niedźwiedź zapada się powoli

4. Fort Boyard z udziałem Ani link – 3mam kciuki

5. ziew, śpiew i taniec, wygnaniec Yans

6. Kuku ruku? pamiętam

7. “Duch Stalina” baj Cruz Smith

8. Ferency jako Beria

9. estragon

10. a na koniec Pawlowicz i jego rola z ‘maslem’ i płytami grafitowymi

 

” Loungin’ “ lipiec 11, 2008

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki — gzachris @ 11:22 am

w rytm rapowego jazzu prezentowanego na najwyższym poziomie przez Guru f. Donal Byrd zbieram się do wyjścia w Tiflis. Złamane ‘oczki’ muszą doczekać się następcy, więc uderzę w tym kierunku. Poza tym Andreasi na pytanie o wypad nad Morze Tbilisi ściągnął koszulkę i pokazał swoją przemianę w raka po wczorajszej Kus Tba’ie. Dałem mu nivea’owy ‘chaladzielnik’ i tym samym zrezygnowałem z pływania w dniu dzisiejszym, przynajmniej w ‘ tbiliskim morzu’, Kus Tba jak najbardziej realna, ale… Spalding tak na mnie patrzy jak Wilson na Tom’a Hanks’a, kosz więc też kusi. Dylematy, młodego ale nie taty.

Ps. Surreal & The Sound Providers -> “Place To Be” – dzisiaj połączenie hh z classico domingo, wymiatają ;)

 

Kawa i Kakao lipiec 3, 2008

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki — gzachris @ 10:19 am

Wczoraj oKakałodwiedzając bloga Pana Wankza przypomniała mi się pewna akcja z dzieciństwa, którą tłumaczę sobie nie picie kawy. To tylko taka wymówka, hehe. Nie piję, bo po co? Nie potrzebuję dodatkowych porcji “energii” z czegoś… Przetrwałem Ejdżiejdż czasem do piątych nocnych bez tego światowego wspomagacza, wciąż trzymając poziom. Oka, wróćmy do tematu. Będąc małym chłopcem, lat nie wiem ile, gdy na polskich półkach nie było jeszcze zbyt wiele słodyczy, mając w pamięci  irackie Donaldowe czasy, brakowało mi słodkości. Wtedy niespodziewanie pojawiło się przywiezione gdzieś z Krzyżakowa, przez kogoś, chyba ciotkę Klotkę, kakao “Schovit”. Podjadałem sobie w ukryciu przed mamą to pyszne kakało, bo szkoda było rozpuszczać je w mleku i czekać specjalnie na ten moment do wieczora. Zagłębiałem więc łyżkę, czubaty kopczyk pojawiał się na niej, a później znikał w otchałni mojego gardła. Wtem!!! Pewnego razu pomyliłem opakowania… Zamiast kopczyka słodkości, pojawiło się wzgórze gorzkiego kawowego smaku. Łe, tfu, ble, fe itepe. Można sobie to wyobrazić? Chyba nie, trzeba przeżyć na własnym gardle, kto jest chętny?

 

miasto snu czerwiec 25, 2008

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki — gzachris @ 11:55 am
Tags:

To jest mój szczęśliwy dzień, bo nie mam spamów w poczekalni. Akismet mnie chroni, o dzięki Ci. Tak poza tym wstałem dość późno, Bo Leń dzisiaj jestem – należy mi się. Nie jadłem jeszcze śniadania i jakoś tam pusto czuję w brzuchu, coś już wyzwala ‘bulgi’. Plan na dziś jest taki: wyruszenie do ‘czem pion a’, nasłuchiwanie dźwięku telefonu i … wtedy się okaże co dalej. Ciekawe czy będzie Kartuli?