Wyszedłem, by zobaczyć co się dzieje na KusTbie. Słońce mi towarzyszyło… niestety tylko do czasu kiedy tam przybyłem. Zostałem opuszczony po 5ciu minutach, a moimi kompanami stały się deszczowe chmury, które nagle zaczęły nadciągać ze wszystkich stron. Zmienia się KusTba, proces dostosowania do ‘jakiś’ przyzwoitych warunków trwa: w kawiarni, już odgrodzonej, z nowymi stolikami, z kelnerami, wzbogacone menu. Brzydka betonowa elewacja (beton potrafi być piękny, ja to wiem) zaczyna przybierać ciekawej postaci. Jezioro oczyszczono, przybyło miejsc ‘leżakowych’, rowerków wodnych i kajaków. KusTba się zmienia…
Wyszedłem, by w ‘moim’ Populi XXL wydać 32,5 Lari, nie kupując nic, poza cytrynami, cukrem, wodą… No dobra, kupiłem jeszcze trochę ’staffu’, którego miejsce w łazience…
Wyszedłem, by po raz kolejny, a przecież jest tak co dzień, przekonać się o finezji kierowców gruzińskich. Dziwne, że po roku spędzonym w tym kraju, coś jeszcze może mnie zadziwić, a jednak…
Wyszedłem, bo lubię światło dzienne, tak różne od tego, które rozświetla pokój przechodni, w którym spędzam większość czasu gdy jestem w mieszkaniu.
Wyszedłem, by spróbować, jak smakuje Lulu Rouge “Bless You” na świeżym powietrzu, chłodnym, przed deszczowym, tbiliskim…
Wyszedłem, by wrócić, usadowić się w wygodnym fotelu na balkonie, otworzyć tę stronę i coś napisać, by po jednym z akapitów, zauważając krople na monitorze, przesunąć się bardziej w stronę drzwi i tam dokończyć spoglądając na wiosenny deszcz…
dwiedzając bloga