Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

Pękła carga na połowie obwodu maj 27, 2009

Zaszufladkowany do: Muzycznie, branżowe — gzachris @ 9:58 pm

Nosaj Thing, Flying Lotus, Lulu Rouge, Barbara Morgerstern, Boxcutter – muzyczne propozycje Psilo, które przypadły mi do gustu. Praktycznie one wypełniają dźwiękami Tbiliskie mieszkanie ostatnimi czasy. Do tego Kode9, Benga, Sream, Dj Hatcha, Digital Mystikz… i sąsiedzi wciąż pozostają niewzruszeni, heh.

Tymczasem wspomnienie pewnej książki przypomniało mi o tym, że w lodówce mam puszkę ananasów, a właśnie na coś takiego miałem ochotę, he! Filmu nie widziałem… Poza tym po bólach na łączach ściągnął się wreszcie Zapaśnik, o którym tak głośno było swego czasu, co to Mickey “9 i pół tygodnia” Rourke samego siebie zagrał tylko w przebraniu. Wcisnę go zatem gdzieś w moją kolejkę filmową i może za kilka dni uda się obejrzeć. Po pracy odgrzewam ostatnio SamuraiChamploo, które tak męczyłem na 4tym roku, a może na 5tym? Wszystko za sprawą komiksów, które przyszły z Japan razem z tymi AfroSamurai, jakimś staffem oraz Director;s Cut z muzyką Rza, dubbingiem Samuela L. Jacksona i Lucy Liu. Dobre, a nawet MNIAM!!!

A w pracy czekam na ten ‘ugol’ i w sumie to większość czasu w Rustavi z Erick’iem, choć dziś było Kaspi i to jaka akcja tam zastana: pękła carga na połowie obwodu!!!

 

“les baskets et le casquette” styczeń 11, 2009

Zaszufladkowany do: Muzycznie — gzachris @ 1:37 pm
Tags: ,

Wczorajszy dzień minął przy dźwiękach znad Loary (Hocus Pocus, IAM, NTM, Oxmo PuccinoAkhenaton, Rocca, Don Gyneco, Fonky Family, Disiz La Peste… itede tepe) i smażeniu/opiekaniu tostów  w pierwszym sprzęcie (opiekacz) zakupionym na tbiliskie mieszkano. Wcześniej śmignąłem do Kartuli dosłownie na chwilkę ponieważ wczoraj zostawiłem telefon, w drodze minąłem Nugzariego więc tym samym wiedziałem, że wszystko gra. Wracając kupiłem właśnie ten ‘metal sandwich maker’, bo mi się jakoś tak zachciało. Później zaszyty w sieci siedziałem gdzieś tak do 22, po czym śmignąłem do Vake do mojej ulubionej Coffee.ge przekąsić pizzę, niestety piec został wcześniej wyłączony, więc posiliłem się makaronem, a przy Earl Grey z cytrynką przeczytałem kolejne dwa opowiadania z “czystej anarchii” Allena śmiejąc się pod wąsem. Potem już tylko muzyka, samochód i ulice Tiflis, szkoda, że nie miałem łyżew, bo znalazłem lodowisko. Jeszcze tylko kilka rundek muzycznych po mojej nowej okolicy i wróciłem do mieszkania, by jeszcze do 3:30, tym razem wsłuchując się na LastFm w dźwięki skojarzone z Cafe La Mar, wpaść w głębię.

Ps. Don Gyneco utworem o tytule jednego z lepszych filmów, przypomniał mi własnie o nim Caramel (ale się zakręciłemw tym zdaniu)

 

pepsi light lipiec 25, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie, Nocą — gzachris @ 11:04 pm
Tags: ,

“chcę się bawić” – Jarek brzmi, a u mnie dzisiaj imieniny… “wybierz sam, jak poruszać się po klubie”

“So there was some Saint Krzysztof in history?” Irinowno pytaniowo, ano był i przemierzał wodę -> link.

A co poza tym? Kolejny dzień spędzony do późna w Kartuli, a niby dlaczego?, dlatego, że nie potrafię inaczej i traktuję swoją pracę – gruzińską misję, poważnie? Czy nie nazbyt zaangażowany, zmotywowany, przejmujący się tym wszystkim? Jedno wiem, siwków przybyło około ucha, więcej niż kiedykolwiek wcześniej… Dobrze, że wieczorem, heh, jak nie w nocy, nie ważne, muzyka, muzyka, i nuty pozwalają na relaks. Wystarczy takie “Lift your fist” Guru f. The Roots i już znikam, o Angeli nie wspominając … ” znów ten stan [...] ale leżę sam po ciemku na podłodze i muzyka gra”.  A Angie Stone i “Wish…” O Californio serio, serio, heh, nie myślę wcale, heh! Normalnie byłaby ‘pracowa’ bibka: z ciastem, Jasiem podróżującym, taxąmeta dla Pań, drynki, rodzynki, orzeszki, śmieszki, rozmowy bez końca, hmmm, no cóż, cieszę się z pamięci tych, którzy wspomnieli i ucieszyli mnie niezmiernie, dziękuję Wam bardzo. A tak, Nugzari, popędzanie, pilnowanie, kminienie, sprawdzanie, poprawianie, tłumaczenie, rozwijanie…

Życie, ach życie, przynajmniej głębia ucieszyła -> lynk, lynk

 

“powierz mi drogę a ja będę działał…” lipiec 13, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie — gzachris @ 10:53 pm
Tags: , ,

muzyka-klasyka w uszach gra, w głowie rozchodzi się każdy poszczególny dźwięk, przenika komórki ciała i daje ukojenie duszy… jakieś takie dziwne wyobrażenie znowu mnie naszło: co gdybym jej nie miał… Najgorszy koszmar – Świat bez dźwięku. Już wiem, za dobrze, że niczym nie można się nasycić na zapas, bo pragnienie znowu prędzej czy później powróci. jakże smutnym przemierzaniem, wkurzaniem się o byle co, gdy tylko zepchnięty na bok odtwarzacz zagłuszały różnorakie myśli, w drodze i zy, nie tylko. a przecież wystarczyły poszczególne takty ulubionego utworu by powrócił błogostan, ukojenie. radość swobodnych ruchów przy “Place to be” Surreal’a i The Sound Providers, heh właśnie po raz hohoho w mych uszach, a ja nie mogę powstrzymać się przed uśmiechem do samego siebie. a propos zupełnie za free od wspomnianych artystów tutaj (<- klik,klik) nie tylko jeden, choć dopiero sam to zauważyłem, hehe. i kolejne dźwięki nowe, i tak bez końca można, byle do przodu i z nowościami, nie zapominając o korzeniach, przy których wspomnień czas roztacza się za każdym razem gdy znajome nuty wchodzą we mnie, ach, sentymentalnie się zrobiło, bo ‘Tequila Sunrise’, bo Mr. Meth, bo … hehe

a tak ogólnie poza gruszkowo-pietruszkowo, Spalding przekonał mnie przedwczoraj, a Kus Tba zrobiła swoje wczorajszego ‘podwieczoru’ – , równowaga zachowana,

PeeS. (jeszcze) a dlaczego koncertowo-Lublinowo, a mnie tam nie ma … ;(

no i może zapętle na koniec PĘTLA (<-link)

 

OXY.GEN lipiec 1, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie — gzachris @ 5:52 pm

Naprawdę warto posłuchać, otwórz Newsletter PROSTO . Sokół, jak zwykle daje radę, reszta równie dobra, no i za friko, bez “KORSYKI”, po której żeglować przestałem, hehe

 

“Smak chwili” czerwiec 15, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie — gzachris @ 1:27 am

“Smak chwili” – WWO (Sokół)
“[...] Jeszcze wcześniej zły moment mnie dopadł
Tbilisi – pierwszy czerwca, zabawa
Kolejka linowa w dzień dziecka się urwała
Byłem na dole, na szczęście nie na górze
Widoku ciał jednak nie powtórzę wam [...]“

Tbilisi - kolejka linowa Tbilisi - kolejka linowa

 

Erlend Øye – “The Athlete” maj 28, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie — gzachris @ 9:24 am

Raz tylko raz uświadczyłem utworu wspomnianego w temacie, a zawładnął mną … MC Panna Królowa TiubJoł znalazła oczywiście odpowiednie wideło, na wiadomo jakim portalu, i kreskówka rozprzestrzeniła się po pokoju nr 6. Puściłem w obieg: Edzia zajęta ostatnimi przygotowaniami związanymi z jej dzisiejszym wernisażem nie zawróciła sobie głowy, ale Magda’len’a odwzajemniła się swoim ulubionym teledyskiem, który i mnie przypadł do gustu.

A poza tym ‘W aucie [...] będę brał Cie” (i nie tylko …):

Sokół f. Pono - W aucie

40/40 bo 20 % pobiera Ruda Grażyna …

 

Roisin Murphy – Freedom Square – Tbilisi maj 27, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie — gzachris @ 11:20 am

Troszkę już ochłonąłem, ponieważ tuż po koncercie, a w sumie to pod koniec ostatniego bisowego utworu pośpieszyłem na ‘maszrutkę’, na którą ledwo zdążyłem, i pojechałem do pracy. Na szybko zdałem relację chłopakom, a później nie miałem czasu na nic poza produkcją klinkieru. Choć powinienem aktualnie być w objęciach Morfeusza to jednak chciałem coś tu dodać zanim odpłynę …

Roisin Murphy

Nie Moloko, a Roisin Murphy z zespołem pojawiła się w Tbilisi wczorajszego wieczoru. ‘Georgia Today’ podała jakieś błędne info, no ale cóż, czy to takie ważne?
A co jest więc istotne? To, że wczorajszy koncert był najlepszym, na którym byłem do tej pory. Myślałem, że Bjork, Beastie Boys, The Roots czy Wu-tang Clan to było coś co się tak szybko nie powtórzy, a tu … po raz kolejny Gruzja dostarczyła mi niesamowitych emocji. Co przyniesie jeszcze? Aż strach pomyśleć ;) Wróćmy jednak do samego show. A tu nic dodać nic ująć, wszystko wyważone i w odpowiednim balansie dla kogoś kto uwielbia występy na żywo.

Dear Miami – jak ktoś ma Nokia PC Suite

-::-w tle słychać Roisin Murphy “Dear Miami”, Gzashvili siedzi w Edelweiss’ie, pokój nr 6,
przy lapie wydobywa treści z głowy-::-

“Georgia Today”: koncert Moloko w Dniu Niepodległości na Placu Wolności (pełno ‘ości’stych słów) start 20:00. Jeszcze o 19:35 siedzę sobie spokojnie w ’saluuunie’ u Gogasa kuszając pyszną rybkę, pytam chłopaków, czy któryś ze mną idzie, niestety dostaję negatywną odpowiedź. Zachęcam ich, puszczając z lapa “Sing it Back”. Nie reagują. Deszcz wzmacnia ich postanowienie.
‘Goga u tebia est zont?’
Po chwili Hakuna (Matata) przynosi parasolkę, trochę kiczowata, żeby facet z taką śmignął na koncert. Shit, idę do pokoju po Bergsona. Przydałoby się zmienić Good Year’y, więc po chwili na moich nogach pojawiają się Merrele. Po jakiś pięciu minutach pojawiam się znowu w ’salunie’. Nikt się nie zdecydował, za to wszyscy życzą mi udanej zabawy. No cóż, śmigam sam. Iść na metro czy nie? Iść czy nie? – cholera co za niezdecydowanie. Look na zegarek, potem na drogę, jedzie taxi – wsiadam. Plac Wolności - Tiflis 26.05.2008‘Swabodnij Ploszczad pażałsta’. Śpieszy mi się, nie targuję się tym razem, a i tak cena jest niezbyt wygórowana – całe 5 lari. Do placu nie można dojechać – blokada policyjna. ‘Pieszkom’ mijam Parlament ( na uszach Arci “menk astco jerechanernek”), chłopaki rozbierają trybunę, to chyba tu Kaczoryński przemawiał dzisiaj, nie widziałem, nie słyszałem – odsypiałem noc. Przy Tavisusplebi Moedani zebrało się chyba całe młodzieżowe Tbilisi. Z daleka widać już Św. Jerzego i scenę. Podchodzę pod barierki, przy których zebrało się kilka osób, jest 20:05. ‘No tak, wszystkie koncerty mają to do siebie, pewnie wyjdą o 21′. Jakieś zamieszanie, pytam ocb, wejście z boku, ze względu na jak dotąd małe zainteresowanie niezbyt pośpiesznym krokiem zmierzam w tamtym kierunku ( w uszach brzmi “Ghost Song” Drzwi). Chwila niepewności, tłum nie napiera na znajdujących się przede mną policjantów, mimo tego puszczają. Jestem przy barierce przed samą sceną, ‘no pięknie się zaczęło’. Po chwili między mną a barierką pojawia się kilku policjantów tworząc ‘pierwszy’ rząd. Naprzeciw mnie stoi o głowę niższy ’stróż prawa’, hehe, więc dalej mam dobry widok, mimo, że nie z pierwszego rzędu. Widać po ich twarzach, że też są podekscytowani, ‘o nie!’ wyciągają fajki!!! Gość koło mnie sępi jednego szluga i za chwilę znienawidzony dym znajduje się w zbyt bliskiej odległości od moich nozdrzy. Shit! Czy oni nie wiedzą, że w tłumie się nie pali? Wkurzam się z lekka, ale nagle w głośniku można usłyszeć dobry stary bit – Snoop Dogg “What’s my name”, ‘jakoś przetrzymam ten dym’. W rękach gliniarzy pojawiają się 40 cm drewniane pałeczki, ‘chyba mnie nie będziesz tym lał?’ szFuckjonariuszeybka myśl przechodzi przez głowę. Hehe, ale komizm sytuacyjny. Chyba za bardzo wczuli się w rolę. Ok będzie spox, jeżeli nie będą lać, bo jeszcze skończę w pierdlu, a muszę przecież na noc iść do pracy… Z głośników leci coraz to lepsza muzyka. Wtem!!! Robi się jakieś zamieszanie z prawej strony – nadciągają posiłki… Dupa!!! Stoję już w trzecim/czwartym rzędzie, a przede mną kłębi się ‘banda FUCK’jonariuszy’. Co oni wyprawiają? I jeszcze w dodatku ‘Małego’ zastąpił jakiś gruziński Goliat!!! Grrrrrr…. O, coś się znowu dzieje, jakaś konsultacja, chyba z jednym z organizatorów. Prawdopodobne słowa: ‘Panowie Policjanci dajcie się ludziom pobawić’ ;) Znowu jestem w pierwszym rzędzie, naprzeciwko ani ‘Małego’ ani Goliata tylko scena. Git! O ktoś się pcha od tyłu, co jest? Roisin Murphy na scenieKoncert Wu-Tang’a wyrobił łokcie, pozycja obroniona, po twarzach widać, że nie będzie kolejnego ataku… Czekam … Wyciągam telefon i na klawiaturze wystukuję do Californi kilka słów, żałuję, że jej tu teraz nie ma ze mną. Na pewno by się jej podobało. Zazdroszczę jej Angie Stone, ona będzie zazdrościć mi tego koncertu ;) Około godziny 21:30 muzyka staje się coraz bardzie elektroniczna, na scenie pojawia się Davide De Rose i Eddie Stevens, grają coś w stylu ‘coco jumbo’, like that!!! Po chwili czuć, że kulmiacja napięcia sięgnie szczytu – wielkie bum w postaci Lorraine Barnes, Jodie Scantlebury i oczywiście… Rooooooisin Murphyyyyyyy !!! No i co się dzieje? Szaleję w rytm wszystkiego co podane mi jest, jak na tacy, do łóżka przyjemności w pobliżu sceny… Każdy utwór jest całkiem odmiennym doznaniem, a to dlatego, że Murphy przebiera się w coraz to nowe stroje, a na scenie oprócz cudownego głosu, który na dobre wchodzi w moje wnętrze,Roisin Murphy na scenie Murphy pokazuje aktorskie zdolności. Robi to z powodzeniem i wielkim profesjonalizmem, czuć jakby dokładnie wiedziała jaki ruch wykonać za moment by publiczność oszalała. Jak to później opisać? Nie da się tak po prostu, zwyczajmymi słowami, należałoby użyć boskiego języka, a takim nie władam. To trzeba koniecznie przeżyć, doznać w sobie, nie inaczej… Look na jej obuwie, które przyciąga wzrok. Buty na obcasie, ale obcas zamiast w normalnej pozycji, wychodzi od strony palców tworząc drugą połowę podstawęy buta, tylnia część stopy wydaje się jakby zawisała w powietrzu. Sprytne … Tymczasem wyciągam X-press’a i nagrywam … Troszkę mi przeszkadza to 3manie ponieważ moje ręce nie są swobodne w ruchach. X-press ląduje w kieszeni, co tam, najważniejsza jest ta chwila, żeby jej nie uronić (Może wyjdzie jakieś DVD z koncertu, więc wtedy sobie obejrzę …) Spijam słowa z ust Roisin, nucę, krzyczę, drę się i podskakuję !!! O, jakiś policmajster chce się od tyłu wepchać, uwzięli się chyba dzisiaj. Postawa obronna i … Band wciąż występuje na przeciw, a widok z pierwszego rzędu pozostał. Koncert się nie rozkręca, on od początku jest na najwyższych obrotach. W całym szoku koncertowym, który we mnie buzuje, mam wrażenie, że artystka śpiewa niektóre utwory patrząc w moją stronę, uśmiechając się. Może chcę by tak było? A może właśnie tak jest? Nieważne, nic dookoła się nie liczy, to moje wewnętrzne przeżycie muzyczne. Ale jestem samolubny, przecież gdzieś tam w polskich górach jest California… Dzwonię, pragnę by usłyszała cokolwiek, by była ze mną na koncercie. Nie słyszę jej w ogóle, ale z czasu rozmowy widać, że się toczy … Wirtualnie Ona jest ze mną, tutaj w Tiflis, na Placu Wolności, na koncercie Roisin Murphy, przeżywamy to oboje… Wracam po krótkim zamyśleniu. Roisin ma na głowie ‘coś’ (prawdopodobnie kapelusz) w postaci pajęczyny, wraz z Lorraine i Jodie wykonuje ruchy,których małe dzieci z pewnością nie mogłyby zrozumieć ;) Hmmm… Koncert trwa, a ja mając w głowie konieczność zbliżającego się wyjazdu do pracy na nocną zmianę spoglądam na zegarek: 22:45. ‘Cholera, jak ja zdążę?’ Najwyżej śmignę taxi do Rustavi. O, nadszedł czas na ostatni utwór, wzmacniające wszystkie wcześniejsze doznania utwór rozbrzmiewa z całą siłą. Cudowne, mistrzowskie pożegnanie, ta muzyka jest w 345% we mnie. Wszyscy artyści zwijają się ze sceny pozostawiając Eddie’go Stevens’a. Ten kończy dzieło … Jest 23:00, godzina odjazdu marszutki, a przecież do hotelu jeszcze z jakieś 5 km. Co tam, krzyczę wraz z innymi o bis. Przetrzymują nas… by za moment zobaczyć Roisin w stroju, który na pierwszy rzut oka przypomina … ‘Kurczaka’ – czarne pióra, czerwone rękawiczki ;) To dlatego tak zwlekali, założenie czegoś takiego na siebie z pewnością nie jest chwilą. Utwór brzmi w najlepsze, a ja oddalam się od sceny, rzucając co chwilę wzrok na to co się dzieje za plecami… Doskonałą akustykę doświadczam nawet w ostatnich rzędach daleko od sceny. Taxi, taxi, gdzie jesteś? O, jedzie… Wsiadam, ale kierowca pokazuje, że czeka na innego gościa, który właśnie zmierza w naszą stronę. Shit! Look na zegarek – późno. Widzę drugi wóz, w dodatku wolny, wsiadam. ‘Mitskiewitsha tolko oczen bystra’. Mkniemy przez nocne Tibilisi, jak samolotem … Po drodze oglądam się za moją maszrutką… Coś właśnie przejechało, chwila niepewności, trudno. Wysiadam przy wjeździe na Tsagareli, płacąc widzę znajomy niebieski bus: “Uratowani jesteśmy! Bocian! Patrz! Bocian!” …

Hehe ;)

 

“W aucie” S f. P maj 24, 2008

Zaszufladkowany do: Muzycznie — gzachris @ 10:03 am

To będzie klip roku. W minionym Tygodniu S f. P nakręcili klip do numeru “W aucie”. Premiera już w przyszłym tygodniu, równocześnie na Prosto.pl i YouTube.

Foty z bakstejdżu są zachęcające…

“Będę brał Cię …”