Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

pikny dzisiaj dzień jest… styczeń 8, 2009

Zaszufladkowany do: akcyjne, kartulowo — gzachris @ 6:10 pm
Tags:

… i to jeszcze jak. Obudziłem się gdzieś tak około 7-ej czasu lokalnego, czyli jeszcze dwa dni temu o tej porze byłaby 4-ta (!!!), zjadłem dobre śniadanko i spokojnie wyruszyłem w  stronę Kartuli. Spokojnie, tym razem bardzo spokojnie, gdyż co rusz naciskając na hamulec, wpadałem w maleńkie poślizgi. W dodatku praktycznie całe Rustavi spowite było gęstą mgłą, więc wśród tych niezliczonych skrzyżowań ‘świetlnych’ mogę śmiało powiedzieć, że udało się je przejechać bez problemu aczkolwiek jak już wspomniałem – spokojnie. Do zjazdu do cementowni został praktycznie jeden zakręt, tak ten ostatni zakręt, w który też wszedłem spokojnie, ale samochód zaczął się ślizgać i się zaczęło. Wiadomo pierwszy odruch to hamulec, ale sytuacja się pogarsza, autem zaczyna obracać, więc korekcja kierownicą i gaz, jednak jak już lecisz to nic, mało to daje. Spojrzenie przez boczną szybę bo to już obrót o 180 stopni, w dodatku na przeciwnym pasie i dalej ciągnie w bok, a tam takie małe drzewko czeka na poboczu i spogląda przyjaźnie, jakby za chwilę chciało mnie wziąść w ramiona, szczęśliwie je mijam, ziemia wzbija się w powietrze, trochę trzęsie po czym samochód się zatrzymuje, chyba na jakimś korzeniu. Wysiadam, oglądam: no trochę poryłem, w sumie jednak nic się nie stało. Gdyby jednak to nie był jeep tylko coś z niższym zawieszeniem, kto wie… Poza tym wielkie szczęście, że nic nie jechało z naprzeciwka, bo pewnie tak gładko by nie przeszło. Wyjechałem z pobocza, wysiadłem ponownie i kolejne oględziny, ale i tym razem nic nie znalazłem, poza jakimiś strzępami zamarzniętej trawy na oponach. Niemiecki Lis. Jak przyjechałem do Kartuli, od razu przełączyłem napęd na 4 koła no i muszę zmienić te opony na zimowe, bo zostawili mi te same, a myślałem, że się domyślą. Ale to nie koniec,  wczoraj koło 20-ej włączyliśmy palnik, więc gdzieś tak na 10-tą wypadało podanie mąki. Po korekcji wyszła 11-ta. Start, bez silosów, tylko z instalacji, a tu amperaż na elewatorze skoczył bez uprzedzenia, bo tego nie ma, do 50-ciu i cyklon IV przytkał się ponownie. W dodatku, jak trochę postrzelaliśmy, znalazłem małe kawałki izolacji, więc czarne myśli zaczęły krążyć wokół jakiegoś większego kawałka betonu blokującego zejście. Czyszczenie nic nie pomagało, palnik stop, wypaliliśmy więc dodatkową wyczystkę, zanim jednak się przebiliśmy zeszło do 17:30. Wszystko w słoneczną pogodę, jednak przy mroźnym wietrze, który wznosił pył wokoło i raczej te chwile do przyjemnych bym nie zaliczył. Teraz jeszcze trzeba gdzieś tak z 4-ry godziny podgrzać na nowo i mam dylemat czy zostawać do tej 22-giej, czy sobie odpuścić. Mam też Kartuli Gryzzli na piecu, więc trochę się obawiam, z drugiej strony to prowadzili już to beze mnie prawie 3 tygodnie, więc nie powinno być źle.  Hę?

A nic to zwiajam, zostawię tylko wskazówki co do tego dozowania i będę czuwał na telefonie…

Ps. “Znaczyt kapitan Nemo prijedziet?”, ja jednak wolę Mr Trubka.

Ps2. A i ten obrazek wczorajszy był dobrą lokalizacją, właśnie tam teraz mieszkam.

 

Powrót do Gruzji na powrót styczeń 7, 2009

Zaszufladkowany do: kartulowo — gzachris @ 4:18 pm
Tags: ,

Nocny Luftwaffe, na pokładzie którego próbowałem spać i prawie mi się to udało wylądował gdzieś tak około 4 godziny porannej czasu lokalnego na lotnisku w Tbilisi (dlaczego Krzyżacy podają w rozkładzie Tiflis?). Nikt mnie nie kopał tym razem, nawet miałem obok siebie wolne miejsce i mogłem w spokoju próbować zasnąć. Wysiadając (ubierając się, stojąc jeszcze, “że tak powiem w przejściu”) wsłuchałem się, podsłuchiwałem, rozmowę jakiegoś typka za mną. Z akcentu angielskiego wychodziło, że to potomek Johana Wolfganga Aryjskiego, ale nie ważne. Zadzwonił do niejakiej Nino, mi się skojarzyła tylko jedna – nasza biurowa,  i pokrętnie chyba chciał ją namówić na to by go podrzuciła z tego lotniska. Nie wychodziło mu to jednak, więc stwierdził, że pojedzie taxi i zabierze ją na śniadanie: o 4 rano!!! Chyba nie zna głębokiego snu gruzińskiego – pomyślałem wtedy, uśmiechając się pod wąsem. Widocznie jednak nasza koleżanka, chciała sobie jeszcze pospać odmawiając, więc odpuścił, by na koniec, jakieś 7 minutowej rozmowy spytać czy czasem za bardzo jej nie rozbudził, heh.  Potem przyczepił się do mnie, zalewając mnie gradem pytań, gdyż wydałem mu się mega rozbudzony, kontrola paszportowa jednak jakoś nas rozdzieliła i więcej go nie widziałem. Kierowcy, który oczekiwał z kartką w dłoni nie znałem, ale widząc jego styl jazdy cieszyłem się w duchu, że nie powitał mnie Besso – szos pajrat. Jechałem w niewiadome, do jakiegoś mieszkania, które mi wynajęli na moje (kolejne) pół roku w Gruzji. Wiedziałem jedynie, że leży gdzieś w dzielnicy Didube, po której nie raz jeździłem i tyle – druga strona rzeki. Okazało się, że mieszkam niedaleko stadionu Dinamo Tbilisi, czyli w sumie blisko WB – Wielkiego Bazaru, jak Braci Warner. Troszkę zeszło nam po schodach, gdyż to ostatnie piętro, ale czy nazwać można to kamienicą czy raczej małym blokiem-familokiem? nieważne. W sumie nie wiem ile pięter, jakieś 3-y lub 4-ry, heh. Mieszkanie wielgachne, szacuję na 80 m, z wysokimi sufitami i kominkiem, na którego widok się ucieszyłem, niestety po dokładnym sprawdzeniu odkryłem, że komin jest zamurowany. Jest też duży balkon i widok na pobliski most, którym chyba jeszcze nie jechałem, chociaż była noc mogłem się pomylić. Wszystkie sprzęty typu meble, kuchenka, odkurzacz, żelazko (i deska) zastałem, ale gdy zacząłem rozglądać się za pralką ogarnął mnie dreszcz przerażenia, że trzeba będzie gdzieś do pralni śmigać, jednak w końcu i ona się znalazła … w szafie! Tzn. w takiej wnęce, ale i tak dziwnie, muszę pyknąć jakąś fotę. Najmniej ucieszył mnie widok łazienki, no bo i z czego tu się cieszyć, wanna jest, więc niby git, ale poleżeć się w niej nie da, chyba że będę miał kolana przy brodzie. Przyzwyczajony jednak do szybkich pryszniców wolałbym to inne rozwiązanie, no ale nie ma tego złego … – ale i tak mała ta łazienka to fakt! Poza tym ogólne pierwsze (nocne) wrażenie było git, z rana z resztą również mieszkanie prezentuje się całkiem, ale na początku trochę trzeba je ogarnąć po mojemu. Dzisiaj ich Boże Narodzenie, więc nie będę robił hałasu. A i jest internet, tzn, powinien być bo zaraz próbowałem się połączyć, ale jakoś nie wyszło (Irina później powiedziała, że wkrótce). W ogóle wszystko było sprawnie zorganizowane, mieszkanie zagrzane, samochód podstawiony na podwórko, więc nie musiałem śmigać do biura. Właśnie skojarzyłem, że w sumie niedaleko powinna być stacja metra, coś tak mi świta, jedna stacja przed Vagzlis Moedani, pierwsza na której wysiadłem w kwietniu i wsiadłem spowrotem bo jakoś było nieciekawie, heh. Tak, na pewno jest jakieś 300 metrów nie więcej. Teraz tylko trzeba przyczaić jakieś pobliskie Populi, choć po świeżości będę śmigał na Bazar, też w sumie niedaleko. Tutaj coś z kosmosu, choć na 100 % nie jestem pewien > link

Tymczasem, pojechałem ochoczo do Kartuli, bo w sumie “ciągnie wilka [...]” a tu zabity cyklon czwarty od wczoraj, no ale … ;)

Ps. A no i jeszcze to, hala przylotów wyglądała jak zebranie żałobników, niby Gruzini są czarni, chociaż nie czarni niby, niby nazywają ich Czarni w Rosji, ale z tym czarnym to o tyle mają wspólnego, że ubóstwiają zakładać na siebie ubrania właśnie w tym kolorze…

 

Kartuli by Kirpicz sierpień 2, 2008

Zaszufladkowany do: kartulowo — gzachris @ 8:16 pm

время: 20:55 суббота,  место действия: Kartuli, co robię: pilnuję, jak mi wymieniają ‘кирпич’ w piecu. Przez takie coś, muszę tu być i dopilnować tego. Tymczasem California pewnie wróciła z wycieczki po Tiflis, podczas której sie zapodziała (o jedną stację metra za daleko)… Pewnie mnie wyczekuje w hotelu E, pokoju nr 6. Na szczęście to już nie odległość 3,5 tys kilometrów i Skype, a tylko 40 i jak to zwykła mówić moja siostra ‘na żywo’ ;) To nastraja pozytywnie, bo myśl, że ktoś czeka, nawet gdy jest to hotel w Tbilisi, a nie moje przytulne mieszkanie na Ozimskiej, dodaje otuchy i jakoś tak czas szybciej leci. Plan na jutro następujący: Gudauri, a wieczorem i dalej? heh – Kartuli …