… to chyba najczęściej padające z ust Vahtanga zdanie, a później już tylko wykład ‘dinozaurów’. Trochę taki ‘dupochron’ z niego, niby odpowiedzialny, ale odpowiedzialność kieruje na innych, umywając ręce, heh, a ja śmieję się pod wąsem, którego nie mam. Może to jakiś sposób? “Я не против…” – nie przypominam sobie narady bez tego, heh. Ot chciałem kiedyś przeczytać i zaśmiać się ponownie na wspomnienie.
Poza tym coś ostatnio nie jestem w stanie zebrać się wcześnie z pracy, może jeszcze jeden e-mail, załatwię jeszcze to czy tamto, pójdę na sterownię… a Słońce nieubłagalnie schodzi w dół – co można tłumaczyć: wracam po zmroku. Dzś było podobnie, wyszedłem z biura, zahaczyłęm o sterownię,a tam > grzeje się łożysko na 2-1 > zostałem 2 godziny, aż temperatura nie zaczęła spadać. Dobrze, że te weekendy tak się układają, że piec pracuje rewelacyjnie, tfu tfu, mogę więc pojeździć troszkę po Gruzji. Wkrótce drogi, szczególnie w górach, nie będą przejezdne, muszę się spieszyć. W sobotę wioska Kachy w Kaheti (winnym rejonie)? Hmmm…
Wczoraj było święto Rustavi, przeniesione z niedzieli ze względu na pogodę, heh. Wraz z kilkoma ‘kolegami’ z cementowni siedzieliśmy w nowej restauracji “Tamada”, ja oczywiście ‘za rulom’ więc nie dałem wlewać w siebie litrów Saperavi. Tamadą był tym razem organizator Karlo aka Carla Bruni. Śmiszny czas. Merab aka Elvis szybko się zrobił i Nugzhari aka Pawlowicz odprowadził go do domu. Kacha aka Kahmud opowiadał mi kto ile może wypić i tłumaczył dlaczego Vahtang tak często dzwoni w nocy do CPU. Tymczasem Otari aka Svani też szybko poczerwieniał, a Giorgij aka GioWaliMuZGęby jakoś tak dziwnie był aktywny, natomiast Eristo bez aka – siedział cicho. Przybył też Paata w towarzystwie Szalwy i tego swojego uśmieszku, wzniósł kilka toastów i już go nie było. Ogólnie to zebrało się jakieś dwadzieścia osób (oprócz wspomnianych Otari aka GuruBaNidze, Omari, Giorgij aka Schumi, Zviad aka 0, Vitalij, Besso, aka Z Pokładu Idy, Vaza, 2 x Mechaniki bez imienniki, Szoferi, Vakhtang…) Troszkę pofociłem i jak tak obserwowałem patrząc przez obiektyw pomyślałem, że kiedyś przyjdzie czas mojego wyjazdu, będę tęsknił za tymi ludźmi, z którymi przecież łączy mnie codzienna praca i nie tylko. Automatycznie w głowie nakreśliłem pomysł na reportaż, który rozwija się z każdą chwilą. Czas przejść do działania…