Piter ‘Panocek’ zaskoczył mnie z rana telefonem, że w moim mieście za Górami Kaukazu - Tbilisi, rozpoczęły się Mistrzostwa Europy w Judo (czyt. Dżudo, heh). Wielki fan wszelakiego sportu, w którym występują reprezentanci PL – żywa chodząca sportowa encyklopedia,powiedział, że takiej okazji nie mogę przepuścić, tym bardziej, iż mamy tam swoich Opolskich Ziomków – Tomasza Kowalskiego (AZS Opole) kat -66 kg oraz Urszulę Sadkowską (KS Gwardia Opole). Walki tego pierwszego przypadały właśnie w piątek (24.04). Szybki skok na ‘official site‘, a później Google Earth i już wiedziałem, gdzie spędzę wieczór > Saburtalo, moje stare hotelowe rejony. W czasie dnia natomiast on-line śledzenie kwalifikacji (1, 2) , które nasz judo’ka przeszedł, jak burza: z Litwinem 1:28 (Ippon), z Gruzinem 5:00 (2 x Yuko), z Krzyżakiem, szybki szpil w 19 sekund (Ippon), półfinałowo z Italiancem w ostatniej sekundzie (przez Yuko). Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak wcześnie wyjechałem z pracy, ale już o 16:45 byłem w Didube, ubierając Małyszową koszulkę z Orłem na Piersi i szukając flagi. O tej porze w TBS panują straszne korkociągi, przypomniałem sobie więc o metrze, zostawiając IAA’e na podwórku. Odczytałem robaczki na Tsereteli i ruszyłem w stronę Politekhnikuri, gdzie znajduje się Sport Palace. Przy wejściu ‘karki’, pytam jak tam z biletem, a Oni widząc Orła przepuścili mnie do środka bez, heh?? Znalazłem się gdzieś tak w środku widowni, usiadłem na pierwszym wolnym miejscu obok jakiś japończyków z kamerami, którzy nagrywali walki (by później w tajnym laboratorium niedaleko Kioto analizować je po kawałeczku). Popróbowałem aparatos, rozglądam się, czy są jacyś polscy ‘Kubice’ na widowni, ale nikogo nie dostrzegłem i WTEM! (znowu jak z Tytusa) w jednym z ochroniarzy, rozpoznałem znajomą twarz – szefa ochrony. Ta sama firma ochrania naszą cementownię, a z gościem miałem przyjemność jakieś trzy tygodnie temu, gdy go z leksza musiałem ustawić, ponieważ jego człowiek wszedł sobie na wieżę wymienników ciepła, bez zgody nikogo i w dodatku spał smacznie. A tam proces, a tam 350 stopni minimum, a tam niebezpiecznie, a on nie przeszkolony, nieświadomy… Nic to – wspomnienie takie. Podszedłem do szefuńcia i pytam, czy nie może mnie jakoś wprowadzić niżej… Tak też się stało. Usiadłem praktycznie tuż przy macie, przy zawodnikach, trenerach. Heh, ale akcja, jak na dłoni. Z tej perspektywy walki wyglądają całkowicie inaczej, niż w telepatrzydle. Akurat walczył jakiś ‘Gospodarz’ z kimś tam, więc dobra okazja do oceny zachowań kibiców: tylko pojedyńcze krzyki, nic więcej, żadnej pieśni, po której przeciwnik by się przestraszył – nic podobnego do naszego Małyszowania, Kubicowania, Kowalczykowania czy Siatkowania. Następna walka to finał mężczyzn w kat -60 kg, czyli kogucików > na macie Rosjanin z Ukraińcem. Oczywiście publika za tym drugim, który po niemałym wysiłku, niestety przez Ippon przegrywa. Kolejna próba focenia, bo to już ten moment się zbliża, kiedy na matę wejdzie Kowalski. Najpierw jeszcze walki o trzecie miejsce w kat -66 kg, podczas których tTuż obok mnie usadowlili się lekarze polskiej reprezentacji, z którymi wdałem się w jakąś tam rozmowę. Okazało się, że jednemu podprowadzono rano apteczkę, heh, pięknie, ale nie dziwi ten fakt, ponieważ nie było praktycznie wydzielonego miejsca na trybunie – dla zawodników, medyków, trenerów. Wszyscy wymieszani z kibicami = Gruzja. Później Khinkali, czmeruli i Mukuzani w temacie. Po chwili przyszedł trener, obok którego skoncentrowany Kowalski. Wchodzi na mate On i Węgier > bitwa rozpoczęta > mega emocje. Raz ten tego, później tamten tego rzuca w jedną i drugą stronę. Wyginają się niesamowicie, nie pozwalając by przeciwnik ich rzucił na plecy. Węgier dusi naszego, aż widać na twarzy jak mu krew nie przepływa i czerwienieje, lekarz mówi, że to już koniec, ale jakimś cudem wywija się z opresji. Niesamowite. O, w dodatku jakaś kontuzja palców naszego, jedna i po niej druga. Medyk mówi, że często zdarzają się złamania, skręcenia, a nawet zdarcie paznokcia, uuuu! Główny lekarz wraca i mówi, że nasz coś się skarży na bóle brzucha i rzeczywiście widać, że często za ten brzuch się łapie. Nic to, walczą dalej i przewaga, którą z początku miał Węgier przechodzi na naszą stronę. Teraz ‘POL’oneli atakuje częściej, ale runda kończy się bez żadnego punktu po obu stronach, w konsekwencji czego następuje 3- minutowa dogrywka. I ta nie rozstrzyga, więc chorągiewki. Lekarze-stare wygi judo’we obstawiają, że Węgier wygra i tak też się po chwili dzieje. Srebro, srebro na Mistrzostwach Europy Seniorów!!!, a przecież ma dopiero 20 lat i już tytuł Mistrza Europy Juniorów za sobą. Piknie, gratulacje. Następuje rozdanie medali, po czym kieruję się do wyjścia. Wychodząc przyczepił mnie jeszcze ‘naczelnik achrany’ oznajmiając: “Christof ja zdziest budu zaftra i posle zaftra w waskresenie…” więc jakbym chciał podobne miejsce, to nie będzie z tym problemu, heh znajomości
. Dzisiaj jeszcze jakieś walki naszych reprezentantów, więc pewnie zawitam do Sport Palace na finały, a w niedzielę kolejna Polska Opolska na macie…
Ps. Kilka fotek tu > link