Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

Kubicowanie kwiecień 25, 2009

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 11:02 am
Tags: , , , ,

Piter ‘Panocek’ zaskoczył mnie z rana telefonem, że w moim mieście za Górami Kaukazu -  Tbilisi, rozpoczęły się Mistrzostwa Europy w Judo (czyt. Dżudo, heh). Wielki fan wszelakiego sportu, w którym występują reprezentanci PL – żywa chodząca sportowa encyklopedia,powiedział, że takiej okazji nie mogę przepuścić, tym bardziej, iż mamy tam swoich Opolskich Ziomków – Tomasza Kowalskiego (AZS Opole) kat -66 kg oraz Urszulę Sadkowską (KS Gwardia Opole). Walki tego pierwszego przypadały właśnie w piątek (24.04). Szybki skok na ‘official site‘, a później Google Earth i już wiedziałem, gdzie spędzę wieczór > Saburtalo, moje stare hotelowe rejony. W czasie dnia natomiast on-line śledzenie kwalifikacji (1, 2) ,  które nasz judo’ka przeszedł, jak burza: z Litwinem 1:28 (Ippon), z Gruzinem 5:00 (2 x Yuko), z Krzyżakiem, szybki szpil w 19 sekund (Ippon), półfinałowo z Italiancem w ostatniej sekundzie (przez Yuko). Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak wcześnie wyjechałem z pracy, ale już o 16:45 byłem w Didube, ubierając Małyszową koszulkę z Orłem na Piersi i szukając flagi. O tej porze w TBS panują straszne korkociągi, przypomniałem sobie więc o metrze, zostawiając IAA’e na podwórku. Odczytałem robaczki na Tsereteli i ruszyłem w stronę Politekhnikuri, gdzie znajduje się Sport Palace. Przy wejściu ‘karki’, pytam jak tam z biletem, a Oni widząc Orła przepuścili mnie do środka bez, heh?? Znalazłem się gdzieś tak w środku widowni, usiadłem na pierwszym wolnym miejscu obok jakiś japończyków z kamerami, którzy nagrywali walki (by później w tajnym laboratorium niedaleko Kioto analizować je po kawałeczku). Popróbowałem aparatos, rozglądam się, czy są jacyś polscy ‘Kubice’ na widowni, ale nikogo nie dostrzegłem i WTEM! (znowu jak z Tytusa) w jednym z ochroniarzy, rozpoznałem znajomą twarz – szefa ochrony. Ta sama firma ochrania naszą cementownię, a z gościem miałem przyjemność jakieś trzy tygodnie temu, gdy go z leksza musiałem ustawić, ponieważ jego człowiek wszedł sobie na wieżę wymienników ciepła, bez zgody nikogo i w dodatku spał smacznie. A tam proces, a tam 350 stopni minimum, a tam niebezpiecznie, a on nie przeszkolony, nieświadomy… Nic to – wspomnienie takie.  Podszedłem do szefuńcia i pytam, czy nie może mnie jakoś wprowadzić niżej… Tak też się stało. Usiadłem praktycznie tuż przy macie, przy zawodnikach, trenerach. Heh, ale akcja, jak na dłoni. Z tej perspektywy walki wyglądają całkowicie inaczej, niż w telepatrzydle. Akurat walczył jakiś ‘Gospodarz’ z kimś tam, więc dobra okazja do oceny zachowań kibiców: tylko pojedyńcze krzyki, nic więcej, żadnej pieśni, po której przeciwnik by się przestraszył – nic podobnego do naszego Małyszowania, Kubicowania, Kowalczykowania czy Siatkowania. Następna walka to finał mężczyzn w kat -60 kg, czyli kogucików > na macie Rosjanin z Ukraińcem. Oczywiście publika za tym drugim, który po niemałym wysiłku, niestety przez Ippon przegrywa. Kolejna próba focenia, bo to już ten moment się zbliża, kiedy na matę wejdzie Kowalski. Najpierw jeszcze walki o trzecie miejsce w kat -66 kg, podczas których tTuż obok mnie usadowlili się lekarze polskiej reprezentacji, z którymi wdałem się w jakąś tam rozmowę. Okazało się, że jednemu podprowadzono rano apteczkę, heh, pięknie, ale nie dziwi ten fakt, ponieważ nie było praktycznie wydzielonego miejsca na trybunie – dla zawodników, medyków, trenerów. Wszyscy wymieszani z kibicami = Gruzja. Później Khinkali, czmeruli i Mukuzani w temacie. Po chwili przyszedł trener, obok którego skoncentrowany Kowalski. Wchodzi na mate On i Węgier > bitwa rozpoczęta > mega emocje. Raz ten tego, później tamten tego rzuca w jedną i drugą stronę. Wyginają się niesamowicie, nie pozwalając by przeciwnik ich rzucił na plecy. Węgier dusi naszego, aż widać na twarzy jak mu krew nie przepływa  i czerwienieje, lekarz mówi, że to już koniec, ale jakimś cudem wywija się z opresji. Niesamowite. O, w dodatku jakaś kontuzja palców naszego, jedna i po niej druga. Medyk mówi, że często zdarzają się złamania, skręcenia, a nawet zdarcie paznokcia, uuuu! Główny lekarz wraca i mówi, że nasz coś się skarży na bóle brzucha i rzeczywiście widać, że często za ten brzuch się łapie. Nic to, walczą dalej i przewaga, którą z początku miał Węgier przechodzi na naszą stronę. Teraz ‘POL’oneli atakuje częściej, ale runda kończy się bez żadnego punktu po obu stronach, w konsekwencji czego następuje 3- minutowa dogrywka. I ta nie rozstrzyga, więc chorągiewki. Lekarze-stare wygi judo’we obstawiają, że Węgier wygra i tak też się po chwili dzieje. Srebro, srebro na Mistrzostwach Europy Seniorów!!!, a przecież ma dopiero 20 lat i już tytuł Mistrza Europy Juniorów za sobą. Piknie, gratulacje. Następuje rozdanie medali, po czym kieruję się do wyjścia. Wychodząc przyczepił mnie jeszcze ‘naczelnik achrany’ oznajmiając: “Christof ja zdziest budu zaftra i posle zaftra w waskresenie…” więc jakbym chciał podobne miejsce, to nie będzie z tym problemu, heh znajomości ;) . Dzisiaj jeszcze jakieś walki naszych reprezentantów, więc pewnie zawitam do Sport Palace na finały, a w niedzielę kolejna Polska Opolska na macie…

Ps. Kilka fotek tu > link

 

bum bum bam bam kwiecień 22, 2009

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 2:21 pm
Tags: , , , , ,

Zaczytałem się zasłuchawszy, głównie podczas drogi do i z pracy > Идиота. Myśli błądzą gdzieś wokół tej książki i czekam, aż wrócę do niej, tym bardziej, że mogę słuchać wychodząc na zakład, coś tam sprawdzić, przestawić, ustawić… Wygodny sposób jeśli się nie ma zbytnio możliwości ‘normalnego’ czytania, a takie uprawiam obecnie przewracając od dłuższego czasu kartki Saviano – “Gomorra” + krótkie rozdziały z “Pasji Życia” Pałkiewicza. Tak , jak mi powiedział Janusz o tych Audiobook’ach – wciągają, fakt.

Ale, ale, zapomniałbym wspomnieć, że wczoraj miałem małą stłuczkę, choć nic się nie stłukło. (mam na tytuł). Jechałem sobie do Kaspi. Nie dotarłwszy jeszcze do Tbilisi, jak tu nagle, wręcz (Tytusowo) WTEM! , drugi samochód przede mną zatrzymał się praktycznie w miejscu i bez kierunkowskazu, jak to jest przyjęte, skręcił na myjnie. Hamulce BeeMdoubleyou-W, który był ‘in front’ z przeraźliwym odgłosem zablokowały koła, to samo moje, a opony tarły jeszcze z dwa metry po asfalcie. Próbowałem odbić na lewo, ale ze względu na fakt, iż coś jechało z naprzeciwka, nie mogłem za bardzo się wychylić i prawie się udało, a prawie robi różnicę. Lekko pyknąłem gościa, choć huk był niewspółmierny do, jak się potem okazało, skutków tego dotknięcia. Środek drogi, dwa pasy, my na tym środkowym, patrzę a gość wysiada, to mu pokazuję, że zjedziemy na bok, co by niebiezpiecznie nie było. Ten chyba nie pojął, bo oni nawet samochody potrafią naprawiać na środku skrzyżowania, a widziałem taką akcję nie raz. Nic to, machał a zjechałem, po chwili i on uczynił to samo. Wysiadłem i jak tylko zobaczyłem zderzak IAA’y to się zdziwiłem, ponieważ nic w sumie tam oprócz farby z Jego mochodu nie było, no może lekkie otarcie.  U gościa trochę poważniej: łączenie na zderzaku mu odeszło i lepsze obdarcie miał niż ja (porównanie) . Zadzwoniłem do Iriny by sprawdzić czy IAA jest ubezpieczona i żeby pogadała z nim, bo gość tylko : ojojoj, ojojoj i że trzeba trzymać dystans. No fakt, trzeba. IAA Ubezpieczona, git. Porobiłem zdjęcia, powiedziałem mu, że ubezpieczyciel się tym zajmie, gość wziął mój numer, od Iriny i pojechał, wtf? – myślę, przecież coś byśmy spisali… Zadzwoniła Irina i przełączyła na Temo, więc mu mówię, że gość gdzieś pojechał, a ja dalej jestem w tym miejscu, heh, zdziwiła się, no ale nie będę gościa gonił. W tym czasie do Iriny zadzwonił owy, poinformował, że odjechał jakiś dystans i zatrzymał się przy patrolu policji. Czekałem na rozwój wypadków. Po chwili Irina powiedziała, że gość nie ma żadnych roszczeń, wtf??? po raz drugi w głowie. Ok, nie to nie. Dziwna akcja, ale niech mu będzie. Pojechałem do Kaspi. Wracając, jakoś tak o 20ej, dzwoni Irina i mówi, że chyba jednak się namyślił, albo był gdzieś z tym wózkiem i mu pewnie coś tam zaśpiewali za naprawę. Ok, niech będzie, heh, ale śmieszne to wszystko. Dziś jest dziś i jakoś sytuacja została w miejscu z wczoraj wieczora. Cieszy fakt, że tak długo udało mi się w miarę bezpiecznie, w sumie 8 miesięcy, a w tych warunkach to wyczyn, heh. Najważniejsze by się teraz nie posypało, no i klocki chyba muszą mi zmienić, bo coś piszczą od czasu do czasu…

Ps. Mietk okazał się Bumą

 

A barana kuszaj od samego rana kwiecień 19, 2009

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 2:01 pm
Tags: , , , , ,

Wielkanoc prawosławia – śpiewy w cerkwi, ‘rezanie baraszek’ składanych w ofierze (film, 1, 2), ciosanie koguta,  ‘ołówkowe’ świece, nakryte kobiece głowy, dym kadzidła, rozmowy w kościele przez telefon (?!) – to tylko niektóre elementy doświadczone dzisiejszego dnia. Ciekawie, inaczej, jeśli porównywać do tego, co miało miejsce w poprzednią niedzielę. Jakie są tak naprawdę różnica pomiędzy Katolicyzmem a Prawosławiem? Wspólny fakt, że jesteśmy Chrześcijanami. Zanim moja stopa nie stanęła na gruzińskiej ziemi nigdy wcześniej jakoś specjalnie nie kwapiłem się (a to Ci słowo – ojczyzna polszczyzna) by posiąść takową wiedzę, ale teraz uważam, że warto. W skrócie treściwym na dosłownie parę chwil czytania tutaj. Rozwinięcia poszukam może innym razem…

 

Hip Hop No Pares kwiecień 3, 2009

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 7:15 am
Tags:

Po wielu trudach, 2 tygodniowym odcięciu od Świata w domowym zaciszu, wczoraj niespodziewanie pojawił się Pan Internet. Szykowałem się na to przywitanie przez cały ten okres. Ile razy byłem w’kwa’wiony, musząc załatwić coś szybko, a przez jego nieobecność czekać na następny poranek, kiedy to możliwość ta pojawiała się w Kartuli. Tam to sobie zagościł, w gniazdku mojego biura, wracać do Tbilisi jednak już ze mną nie chciał. Już widziałem w myślach moją minę kiedy go zobaczę, zaciśnięte zęby, palce złożone w pięści… Nic takiego, przywitałem go z otwartymi ramionami, uśmiechem na ustach, zadowoleniem, że wreszcie się pojawił. Wrócił syn marnotrawny. Cały mój plan “spalił na panewce” (à propos to wyrażenie nabrało dla mnie głębokiego znaczenia, po problemach z łożyskami na piecu, heh), nie mogłem po prostu inaczej…

Wczoraj szybki szpil na… bla bla bla

 

Z kim ja w ogóle rozmawiam? kwiecień 1, 2009

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 6:05 pm
Tags: , ,

Dzieje się dzisiaj dużo, załatwiłem 2tys spraw i jeszcze zostało 2ście. Vakhtang mnie zawiódł, nie po raz pierwszy z resztą, odstawiłem szopkę, zostawiłem ich przy niej, jak pasterzy, a wracając śmiałem się pod wąsem. Niech się kłócą między sobą obwiniając jeden drugiego. Dla mnie to nie jest gotowe i kropka. Po co podpisywali się pod tym, że ‘niby’ było, teraz mam wszystko ‘czarno na białym’ podpisane czerwonym. Jestem okrutny, niedobry i w ogóle, ale nie ma że boli. Nie klepiemy się po plecach, albo robimy to dobrze, albo wcale. Hihi. Z drugiej strony to straszne, bo zachowują się, jak małe dzieci, byleby Xristof nie zobaczył. A ja, jak ta mama, tylko bez pasa w ręku, a z aparatem, który dziennie pyka min 50 fotek. Już im powiedziałem, że nie wierzę tutaj nikomu, nie ma zmiłuj. Hehe. Tak to mi dziś zleciało, gdy na uszach brzmiały albumy ATCQ. Kiedy ja je słuchałem ostatni raz? No nic to “I slayed that body in El Sugundo then push it along”.  Taniec połamaniec, wygibaniec przy tym wszystkim i kiwająca się głowa> back in the days. A przypomnienie zaczęło się od The Renaissance – Q-Tip’a, lubię ManWomanBoogie, a Amanda Diva tam…