Nocny Luftwaffe, na pokładzie którego próbowałem spać i prawie mi się to udało wylądował gdzieś tak około 4 godziny porannej czasu lokalnego na lotnisku w Tbilisi (dlaczego Krzyżacy podają w rozkładzie Tiflis?). Nikt mnie nie kopał tym razem, nawet miałem obok siebie wolne miejsce i mogłem w spokoju próbować zasnąć. Wysiadając (ubierając się, stojąc jeszcze, “że tak powiem w przejściu”) wsłuchałem się, podsłuchiwałem, rozmowę jakiegoś typka za mną. Z akcentu angielskiego wychodziło, że to potomek Johana Wolfganga Aryjskiego, ale nie ważne. Zadzwonił do niejakiej Nino, mi się skojarzyła tylko jedna – nasza biurowa, i pokrętnie chyba chciał ją namówić na to by go podrzuciła z tego lotniska. Nie wychodziło mu to jednak, więc stwierdził, że pojedzie taxi i zabierze ją na śniadanie: o 4 rano!!! Chyba nie zna głębokiego snu gruzińskiego – pomyślałem wtedy, uśmiechając się pod wąsem. Widocznie jednak nasza koleżanka, chciała sobie jeszcze pospać odmawiając, więc odpuścił, by na koniec, jakieś 7 minutowej rozmowy spytać czy czasem za bardzo jej nie rozbudził, heh. Potem przyczepił się do mnie, zalewając mnie gradem pytań, gdyż wydałem mu się mega rozbudzony, kontrola paszportowa jednak jakoś nas rozdzieliła i więcej go nie widziałem. Kierowcy, który oczekiwał z kartką w dłoni nie znałem, ale widząc jego styl jazdy cieszyłem się w duchu, że nie powitał mnie Besso – szos pajrat. Jechałem w niewiadome, do jakiegoś mieszkania, które mi wynajęli na moje (kolejne) pół roku w Gruzji. Wiedziałem jedynie, że leży gdzieś w dzielnicy Didube, po której nie raz jeździłem i tyle – druga strona rzeki. Okazało się, że mieszkam niedaleko stadionu Dinamo Tbilisi, czyli w sumie blisko WB – Wielkiego Bazaru, jak Braci Warner. Troszkę zeszło nam po schodach, gdyż to ostatnie piętro, ale czy nazwać można to kamienicą czy raczej małym blokiem-familokiem? nieważne. W sumie nie wiem ile pięter, jakieś 3-y lub 4-ry, heh. Mieszkanie wielgachne, szacuję na 80 m, z wysokimi sufitami i kominkiem, na którego widok się ucieszyłem, niestety po dokładnym sprawdzeniu odkryłem, że komin jest zamurowany. Jest też duży balkon i widok na pobliski most, którym chyba jeszcze nie jechałem, chociaż była noc mogłem się pomylić. Wszystkie sprzęty typu meble, kuchenka, odkurzacz, żelazko (i deska) zastałem, ale gdy zacząłem rozglądać się za pralką ogarnął mnie dreszcz przerażenia, że trzeba będzie gdzieś do pralni śmigać, jednak w końcu i ona się znalazła … w szafie! Tzn. w takiej wnęce, ale i tak dziwnie, muszę pyknąć jakąś fotę. Najmniej ucieszył mnie widok łazienki, no bo i z czego tu się cieszyć, wanna jest, więc niby git, ale poleżeć się w niej nie da, chyba że będę miał kolana przy brodzie. Przyzwyczajony jednak do szybkich pryszniców wolałbym to inne rozwiązanie, no ale nie ma tego złego … – ale i tak mała ta łazienka to fakt! Poza tym ogólne pierwsze (nocne) wrażenie było git, z rana z resztą również mieszkanie prezentuje się całkiem, ale na początku trochę trzeba je ogarnąć po mojemu. Dzisiaj ich Boże Narodzenie, więc nie będę robił hałasu. A i jest internet, tzn, powinien być bo zaraz próbowałem się połączyć, ale jakoś nie wyszło (Irina później powiedziała, że wkrótce). W ogóle wszystko było sprawnie zorganizowane, mieszkanie zagrzane, samochód podstawiony na podwórko, więc nie musiałem śmigać do biura. Właśnie skojarzyłem, że w sumie niedaleko powinna być stacja metra, coś tak mi świta, jedna stacja przed Vagzlis Moedani, pierwsza na której wysiadłem w kwietniu i wsiadłem spowrotem bo jakoś było nieciekawie, heh. Tak, na pewno jest jakieś 300 metrów nie więcej. Teraz tylko trzeba przyczaić jakieś pobliskie Populi, choć po świeżości będę śmigał na Bazar, też w sumie niedaleko. Tutaj coś z kosmosu, choć na 100 % nie jestem pewien > link
Tymczasem, pojechałem ochoczo do Kartuli, bo w sumie “ciągnie wilka [...]” a tu zabity cyklon czwarty od wczoraj, no ale …
Ps. A no i jeszcze to, hala przylotów wyglądała jak zebranie żałobników, niby Gruzini są czarni, chociaż nie czarni niby, niby nazywają ich Czarni w Rosji, ale z tym czarnym to o tyle mają wspólnego, że ubóstwiają zakładać na siebie ubrania właśnie w tym kolorze…