Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

’saszlyki na prirodzie’ listopad 23, 2008

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 10:55 pm
Tags: ,

W końcu… Tyle opowieści o słynnych tytułowych pysznościach się nasłuchałem, ślinka ciekła strumieniami po brodzie i wreszcie dzisiaj, po raz pierwszy nie bez powodu. Cel obrany spontanicznie wczorajszego dnia > David Gareji, okazał się strzałem w samo sedno pięknych przeżyć, widoków szoków i podniebienia zachwytem. Gdzieś tak 60 -70 km (a wydawało się wieki) od Tbilisi na zupełnym pustkowiu zbudowano kiedyś Klasztor, coś tak około VI wieku, jak Mieszka naszego ’stroiciela’ na Świecie nie było, a pierwsi Polanie, jeszcze się tak nie nazywali. Oddech historii w płucach, żar widoku w oczach. Achom, echom gdzie wzrok tylko sięgał w duszy nie było końca. Surowsza natura, ale równie wspaniała, jak pamiętne Gudauri czy też Kazbegi, Znowu przekonałem się o zróżnicowaniu ‘pejzarzystym’ Gruzji i nie będę już wspominał, że morze, jezioro, góry, pagórki w obrębie niecałych 500 km. Mięso najświeższego sortu zakupione po drodze na żarze z … pnączy winogron!!! Nigdy bym się nie spodziewał, że będą tak długo 3mać temperaturę (a niby jestem specjalistą ds. Wypału). Jak wyjaśnił Besso: ‘nasi przodkowie tak przygotowywali jedzenie budując tę wieżę, to i my tak czynimy’. A wszystko działo się tuż pod granicą Gruzińsko-Azerską (Azerbejdżańską?), na której w fazie późniejszej stanęła nasza stopa. Tego opisać się po prostu nie da, odsyłam więc TU i w prawo i na lewo by dzisiejsze widoki zobaczyć…

A na koniec dnia info sms-owe od Californi o tym, że na mojej ‘gruzińskiej dzielni’ strzelano w pobliżu Lecha K. prezydenta naszego i Miszy S. kolegi jego … Teraz już wiem dlaczego, gdy wjechałem do miasta nie mogłem długo się przebić w stronę Saburtalo, a mijając Marriott wydawało mi się, że nasze ukochane polskie barwy widzę w holu. Jednak nie wydawało się…

 

zaftra w David Gariedżi historią oddychać będę listopad 22, 2008

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 9:15 pm
Tags:

Jestem jeszcze w Medea’i, nie było jakoś czasu na przenosiny, a w sumie, jeżeli mam zostać jeszcze troszkę to nie będę mieszał, bo w okresie późniejszym pewnie jakieś mieszkanie się znajdzie. Domysły, jak na razie, które jednak mogą w przyszłym tygodniu zostać potwierdzone przez ‘Sekretarę’. Jedno jest pewne: zostało mi ponad dwa tygodnie urlopu i zamierzam go spędzić w drugiej połowie grudnia w PL. Nie wiem jeszcze, jak z  przełomem roku bo  w głowie jakiś wyjazd w stylu Barcelony ubiegłorocznej, ale odkładam te myśli na ‘potem’. (Ciągle wymarzona ‘Tajlandyja’ na horyzoncie). Poza tym dziwne akcje dnia dzisiejszego: różowy pies (naprawdę!!!), nie facet a babka, nie z liściem na głowie, ale z doniczką w ręku i nie wsiadł do autobusu, ale wsiadła do metra. Poza tym ‘żałobne ubrania’ wokoło, rzeczywiście prawda to, a wcześniej nie rzucało mi się tak to w oczy. A jutro: დავით გარეჯი (czyt. David Goriedżi). Zdjęcia robią wrażenie, rzeczywistość, jak to już bywała zatka mi dech w piersi zapewne. Oleg (‘światowy ciekawsze’) wyluzuj tylko trochę, proszę Cię.

Tymczasem w telewizji występuje Misza. A na ruskim Eurosporcie tylko i wyłącznie snooker oraz jazda figurowa na lodzie (ok + nieciekawa liga rosyjska!).

Ps. Pzdr dla Olsona, dzięki za smsy, ‘kih’

Ps2. Zjedz Krzysztofa link

 

Populi XXL listopad 2, 2008

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 4:10 pm

Heh, o piątej w nocy było mi wielce w śmiech, kiedy Nugzari zadzwonił, że już wszystko gotowe i mogą startować. Chciałem tego sam: bycia poinformowanym ‘o wszystkim’, więc narzekać nie mogę, nie wypada. I tak w ciągu ostatnich kilku nocy dzwoniono do mnie: a to lekko po północy, innym razem o 3:15 i po chwili o 3:50, no i ta ostatnia piąta. Tylko ten raz był wyjątkowy, ponieważ Nugzar spytał czy się już wyspałem (w nocy z soboty na niedzielę)… Dobre wychowanie ’starszyzny’ gruzińskiej objawia się na codzień: nie mówią przy mnie w języku, którego nie rozumiem, chyba że wcześniej przeproszą, zostają ze mną na stołówce przy stole dopóki nie skończą, chyba, że przeproszą, ponieważ się gdzieś spieszą i wiele innych przykladów dnia codziennego mógłbym przytoczyć. Podoba mi się to i imponuje. Najbardziej śmiać mi się chce, gdy Pawlowicz uczy tego młodych ‘ręczną metodą’, heh.

Zatem ‘Rogora char’ ?