Oddalam się w czasie od Polski, choć poostaję w miejscu. Tutaj o dziwo w ostatni łik-end nie zmieniono czasu, jak to w EwroSojuzie poczyniono (i nie tylko tam -> 70 krajów). Tak też zamiast dwóch godzin jestem oddalony w strefie o godzin trzy. Nie mam więc żadnej radości z ‘pozornie dłuższego’ przebywania w łóżku. W sumie to niesprawiedliwe ponieważ na wiosnę (w ostatnią niedzielę marca) kiedy powrócimy do dawnych godzin będę prawdopodobnie w strefie zmiany, czyli ucieknie mi gdzieś ta godzina… i wstawać będę wcześniej. Natomiast w czasie zimy u mnie (‘tut’) będzie dłużej jasno. Zawsze to tak dziwnie jest się przestawić przy powrotach, niespać gdy normalnie śpię, bo gdy teraz wrócę będę spał do jedenastej a wstanę przecież o ósmej. Ot co. W trakcie rozmów z TUbylcami dowiedziałem się, że jeszcze dwa lata wstecz ‘normalnie’ zmieniano czas w tym kraju, ale zmieniono ten zwyczaj i co najlepsze, zwykły śmiertelnikowy pracownik cementowni nie wie dlaczego tak się stało. Mówią: “Kak Misza zechce to zmieni”. Zapytam Iriny. Przy owej okazji przypomniała mi się też akcja z Armenii, kiedy wystartowaliśmy o godzinie 23-ej i o tej samej porze, tego samego dnia zagościliśmy w Polsce. Zawsze marzył mi się wehikuł czasu…