… to ponieważ piec stoi i nie tylko…
Wylądowałem w Tbilisi 3 dni temu. Jednak radar na lotnisku cały, a nie jak powiadali to tu, to tam. W kązdym razie choć Ambasada Krzyżacka nie dała jeszcze ‘ordungu’ o możliwości powrotu do Gruzji, Lufthansa wznowiła loty do Tbilisi. Samolot, którym leciałem, świecił jednak pustkami, stąd plus w wygodności objawiony, choć jakoś Morfeusz zbytnio tego nie wykorzystał. ‘Drajwer’, który po mnie przyjechał był jakoś tak strasznie milczący, więc i ja nie zagajałem, wsłuchując się w nieprawdopodobnie dobre ragga grające w radio ?! Jadąc wypatrywałem nie wiadomo czego za oknami, i jedyne, co znalazłem to dziwna cisza i pustki, których raczej wcześniej nie było, albo sobie tak tylko wbijałem do głowy (w końcu była 4 rano). Zdziwiłem się, gdy nie zobaczyłem migającej iglicy na wzgórzu, bo to ona zawsze była dla mnie symbolem ‘jestem w Tiflis’, a jedynie ’smutne’ stacjonarne oświetlenie. Eka powitała mnie ciepło wypytując, jak u nas i czy znam sytuację, która działa się po moim wyjeździe. Straszne opowieści o barbarzyństwie Panów zza Gór Kaukazu nie nastroiły mnie do snu i chociaż klima buczała, było mi tego dnia bardzo duszno, snu nie zastałem. Rano w życie weszła misja ‘Uruchomienie Kartuli’. Niespodziewałem się takiego przyjęcia, naprawdę miłe uczucie, Uściski dłoni i to od wszystkich. Oni zawsze pytają na przywitanie ‘rogora char?’, czyli jak się masz, co słychać i nie można nie odpowiedzieć ‘kargad’. Cieszyłem się widząc wszystkich zdrowych, wiedząc, że niektórzy z nich jeszcze kilkanaście dni temu trzymali broń w rękach. Opowiadali co się działo… ;(, wciąż opowiadają, jak tylko znajdziemy chwilkę na rozmowy. Dla nich dalej w sumie nic nie jest wiadome, pewne. Widziałem, że cieszyli się, gdy puściliśmy w ruch palnik, w końcu jakaś odskocznia. Widać jednak, że ciężko im nie myśleć o własnym kraju, którego część jest wciąż pod ‘okupacją’, mimo zapewnień z różnych stron. Ten naród ma w sobie nieprawdopodobne poczucie patriotyzmu, i za swój kraj są w stanie zrobić wszystko. Szkoda tylko, że WIELKA polityka to wykorzystuje i maleńki człowiek cierpi na tym najbardziej. Kiedyś oglądając zdjęcia z Czeczeni byłem wstrząśnięty tamtą tragedią, ale powiem szczerze, że tego tak nie odczuwałem jak tutaj. Vaska poprowadził mnie przez kilka galerii, widziałem ludzi, podobnych do tych z którymi przebywam na codzień, budynki, domostwa, środowisko, którym jestem otoczony – Smutek.
Oni płaczą nawet za lasem, który specjalnie podpalono…