aktualnie jest 00:49 nie spałem od 6:30, jakieś pół godziny temu wróciłem z Kartuli. Pewnie szybko nie pójdę w objęcia Morfeusza, ponieważ dziś zastąpią je ramiona Californi
3:00 i jej samolot powinien osiąść na gruzińskiej ziemi. Sprawdzam na stronie Lufthansy status – opóźniony, będzie o 3:22, a ja mam drajwera ‘zakazanego’ na 1:45. Cóż, lepiej poczekać niż się spóźnić. Poza tym faktem jest, że jeszcze nie dotarłem do pokoju, gdyż siedzę z Sopo i Gogą w jadalni, wcinamy arbuza, który o tej porze roku jest prawie na każdym rogu Tbilisi. Zrobiło się bardzo słodko i soczysto, heh, zabrzmiało… Goga, jak zwykle rozmawia z kolejną dziewuszką via Skajp, a Sopo co chwilę coś tam mamrocze, chyba by ją dopuścił do komputera – gruzińskie gardłowe mini kłótnie, heh, didi dzudzu. Padam, może więc zdrzemnę się z pół godziny? Byłoby dobrze, ale jakoś nie chce mi się zebrać na górę, ojoj…