“… dobrze lub źle, sam to już wie najlepiej” – Pono od rana rozbrzmiewa w pokoju nr 6 hotelu E. Zapowiada się kolejny gorący dzień (znowu dyszki cztery?), klima pracuje na pełnych obrotach chłodząc 4 miesięczne miejsce mojego odpoczynku, cztery ściany + skos sufitowy. Wstałem z rana gdyż Morfeusz coś się dzisiaj w nocy urywał, to przychodził, to odchodził gdzieś w dal, a ja dosyć już miałem obracania się na wszystkie możliwe strony. Nauczyłem się by nie spać na sercu, bo nie zdrowo je uciskać swoim ciężarem, hę Cali? Zmęczony nie jestem, z rana na śniadanie kolejna dawka Duracelli wylądowała w żołądku. Tymczasem “Spacer” zabija mnie dźwiękiem i ten dzień nie może być inny niż radosny. Dodatkowo myśli o czwartkowej Californi przyspieszą pewnie czas
Haha, Silesian Sound i “Będzie dobrze” dla wszystkich, którzy się załamują, taniec połamaniec z rana, głowa lata, ciało śmiga… I jeszcze prosto z eNwajCi Alicja, jak z krainy czarów… Uuuuuu, a tego to już bym się nie spodziewał, cóż za dobry muzyczny poranek – jazzowy “Loungin’” Guru f.Donald Byrd. Co jeszcze zabrzmi z szufli? Oj, HIEROGLYPHICS !!! yep
wiecej na efemie…
Ps. Śpioch …