“chcę się bawić” – Jarek brzmi, a u mnie dzisiaj imieniny… “wybierz sam, jak poruszać się po klubie”
“So there was some Saint Krzysztof in history?” Irinowno pytaniowo, ano był i przemierzał wodę -> link.
A co poza tym? Kolejny dzień spędzony do późna w Kartuli, a niby dlaczego?, dlatego, że nie potrafię inaczej i traktuję swoją pracę – gruzińską misję, poważnie? Czy nie nazbyt zaangażowany, zmotywowany, przejmujący się tym wszystkim? Jedno wiem, siwków przybyło około ucha, więcej niż kiedykolwiek wcześniej… Dobrze, że wieczorem, heh, jak nie w nocy, nie ważne, muzyka, muzyka, i nuty pozwalają na relaks. Wystarczy takie “Lift your fist” Guru f. The Roots i już znikam, o Angeli nie wspominając … ” znów ten stan [...] ale leżę sam po ciemku na podłodze i muzyka gra”. A Angie Stone i “Wish…” O Californio serio, serio, heh, nie myślę wcale, heh! Normalnie byłaby ‘pracowa’ bibka: z ciastem, Jasiem podróżującym, taxąmeta dla Pań, drynki, rodzynki, orzeszki, śmieszki, rozmowy bez końca, hmmm, no cóż, cieszę się z pamięci tych, którzy wspomnieli i ucieszyli mnie niezmiernie, dziękuję Wam bardzo. A tak, Nugzari, popędzanie, pilnowanie, kminienie, sprawdzanie, poprawianie, tłumaczenie, rozwijanie…
Życie, ach życie, przynajmniej głębia ucieszyła -> lynk, lynk