… przyjechała po mnie ‘maszrutka’, a tu w słuchawkach “grrrrrrrr” pobrzmiewa. Ja lewą a Ty prawą, niech i tak będzie
Z rana Morfeusz panował i to długo niepodzielnie, aż w końcu uwolniony z jego ramion udałem się wraz z ‘Andreasi’ na Kus Tba’ę. O dziwo, pierwszy raz w trzy miesięcznej zakaukazkiej emigracji spotkałem taksi drajwera, który nie mówił po rosyjsku. Przydały się ‘operatorskie’ lekcje gruzińskiego i za ‘epsi Lari’ dojechaliśmy do celu. Tym razem nie kamiennie ale leżakowo, więc nie miałem odciśniętych na plecach skamielin. Żarki jako tako po japońsku nie było ‘mnoga’, dało się więc w szczytowych godzinach wytrzymać. Wciągnięty w nową hostorię z II Wojny Światowej Dan’a Kurtzman’a, po jakimś krótkim (jakby sie wydawało) czasie usłyszałem ‘Skaczcie wookoło’, która to piosnka wzywała do ewakuacji. Ze względu na fakt, iż Andreasi nie podróżował jeszcze ‘Sokołową kolejką’, kolejnego drajwera taksi złapaliśmy dopiero przy wejściu/wyjściu do/z Vake Park. Pod pokojem 6 i 2 ryba z ryżem posiliła mnie nie tylko do przyszłych godzin, które spędzę w Kartuli, ale stała się tłem do rozmów z Californią. JUŻ TAK – maszrutka wiezie mnie od jakiś 15 min w stronę większej żarki, tym razem od pieczki. Nukri prowadź, ja wracam do “Misji Specjalnej” i generała Wolffa.