Gza’shvili na zakaukazkiej emigracji…

Plan był wyjechać na miesięc, ale jak to zawsze z planami bywa …

po wino lipiec 3, 2008

Zaszufladkowany do: Z chwili ostatniej ... — gzachris @ 9:14 pm
Tags: , ,

heh, Onar na technics’ach się udzielił, a info z ostatniej chwili mówi o spakowanym Titan’ie, podręcznym w toku, aż do ‘przedwylotu’, najbliższej wyprawie po gruzińskie wino i wdychaniu Tbiliskiego powietrza podeszczowego wymieszanego z dawnym Red Lacoste… O tak, wolność w niewoli z wyboru. Gentelman’ie bądź mi melodią do rytmu wybijanego nogami w metrze, jak to już dziś uczynił Surreal&The Sound Providers poprzez “Place To Be”. A propos, gdzie moje miejsce Kiju Włóczący? Może więc inaczej – biegiem przed siebie w rytm “100 Milles and Runnin” eN.Dablju.Ej? Tylko szkoda potu zostawić na “hyhy hyhy sie gra sie ma” … Niech poleje się Tequila o Wschodzie Słońca…

 

Kawa i Kakao lipiec 3, 2008

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki — gzachris @ 10:19 am

Wczoraj oKakałodwiedzając bloga Pana Wankza przypomniała mi się pewna akcja z dzieciństwa, którą tłumaczę sobie nie picie kawy. To tylko taka wymówka, hehe. Nie piję, bo po co? Nie potrzebuję dodatkowych porcji “energii” z czegoś… Przetrwałem Ejdżiejdż czasem do piątych nocnych bez tego światowego wspomagacza, wciąż trzymając poziom. Oka, wróćmy do tematu. Będąc małym chłopcem, lat nie wiem ile, gdy na polskich półkach nie było jeszcze zbyt wiele słodyczy, mając w pamięci  irackie Donaldowe czasy, brakowało mi słodkości. Wtedy niespodziewanie pojawiło się przywiezione gdzieś z Krzyżakowa, przez kogoś, chyba ciotkę Klotkę, kakao “Schovit”. Podjadałem sobie w ukryciu przed mamą to pyszne kakało, bo szkoda było rozpuszczać je w mleku i czekać specjalnie na ten moment do wieczora. Zagłębiałem więc łyżkę, czubaty kopczyk pojawiał się na niej, a później znikał w otchałni mojego gardła. Wtem!!! Pewnego razu pomyliłem opakowania… Zamiast kopczyka słodkości, pojawiło się wzgórze gorzkiego kawowego smaku. Łe, tfu, ble, fe itepe. Można sobie to wyobrazić? Chyba nie, trzeba przeżyć na własnym gardle, kto jest chętny?