aktualnie jest 00:49 nie spałem od 6:30, jakieś pół godziny temu wróciłem z Kartuli. Pewnie szybko nie pójdę w objęcia Morfeusza, ponieważ dziś zastąpią je ramiona Californi
3:00 i jej samolot powinien osiąść na gruzińskiej ziemi. Sprawdzam na stronie Lufthansy status – opóźniony, będzie o 3:22, a ja mam drajwera ‘zakazanego’ na 1:45. Cóż, lepiej poczekać niż się spóźnić. Poza tym faktem jest, że jeszcze nie dotarłem do pokoju, gdyż siedzę z Sopo i Gogą w jadalni, wcinamy arbuza, który o tej porze roku jest prawie na każdym rogu Tbilisi. Zrobiło się bardzo słodko i soczysto, heh, zabrzmiało… Goga, jak zwykle rozmawia z kolejną dziewuszką via Skajp, a Sopo co chwilę coś tam mamrocze, chyba by ją dopuścił do komputera – gruzińskie gardłowe mini kłótnie, heh, didi dzudzu. Padam, może więc zdrzemnę się z pół godziny? Byłoby dobrze, ale jakoś nie chce mi się zebrać na górę, ojoj…
cfl lipiec 31, 2008
“każdy robi, co chce…” lipiec 28, 2008
“… dobrze lub źle, sam to już wie najlepiej” – Pono od rana rozbrzmiewa w pokoju nr 6 hotelu E. Zapowiada się kolejny gorący dzień (znowu dyszki cztery?), klima pracuje na pełnych obrotach chłodząc 4 miesięczne miejsce mojego odpoczynku, cztery ściany + skos sufitowy. Wstałem z rana gdyż Morfeusz coś się dzisiaj w nocy urywał, to przychodził, to odchodził gdzieś w dal, a ja dosyć już miałem obracania się na wszystkie możliwe strony. Nauczyłem się by nie spać na sercu, bo nie zdrowo je uciskać swoim ciężarem, hę Cali? Zmęczony nie jestem, z rana na śniadanie kolejna dawka Duracelli wylądowała w żołądku. Tymczasem “Spacer” zabija mnie dźwiękiem i ten dzień nie może być inny niż radosny. Dodatkowo myśli o czwartkowej Californi przyspieszą pewnie czas
Haha, Silesian Sound i “Będzie dobrze” dla wszystkich, którzy się załamują, taniec połamaniec z rana, głowa lata, ciało śmiga… I jeszcze prosto z eNwajCi Alicja, jak z krainy czarów… Uuuuuu, a tego to już bym się nie spodziewał, cóż za dobry muzyczny poranek – jazzowy “Loungin’” Guru f.Donald Byrd. Co jeszcze zabrzmi z szufli? Oj, HIEROGLYPHICS !!! yep
wiecej na efemie…
Ps. Śpioch …
pepsi light lipiec 25, 2008
“chcę się bawić” – Jarek brzmi, a u mnie dzisiaj imieniny… “wybierz sam, jak poruszać się po klubie”
“So there was some Saint Krzysztof in history?” Irinowno pytaniowo, ano był i przemierzał wodę -> link.
A co poza tym? Kolejny dzień spędzony do późna w Kartuli, a niby dlaczego?, dlatego, że nie potrafię inaczej i traktuję swoją pracę – gruzińską misję, poważnie? Czy nie nazbyt zaangażowany, zmotywowany, przejmujący się tym wszystkim? Jedno wiem, siwków przybyło około ucha, więcej niż kiedykolwiek wcześniej… Dobrze, że wieczorem, heh, jak nie w nocy, nie ważne, muzyka, muzyka, i nuty pozwalają na relaks. Wystarczy takie “Lift your fist” Guru f. The Roots i już znikam, o Angeli nie wspominając … ” znów ten stan [...] ale leżę sam po ciemku na podłodze i muzyka gra”. A Angie Stone i “Wish…” O Californio serio, serio, heh, nie myślę wcale, heh! Normalnie byłaby ‘pracowa’ bibka: z ciastem, Jasiem podróżującym, taxąmeta dla Pań, drynki, rodzynki, orzeszki, śmieszki, rozmowy bez końca, hmmm, no cóż, cieszę się z pamięci tych, którzy wspomnieli i ucieszyli mnie niezmiernie, dziękuję Wam bardzo. A tak, Nugzari, popędzanie, pilnowanie, kminienie, sprawdzanie, poprawianie, tłumaczenie, rozwijanie…
Życie, ach życie, przynajmniej głębia ucieszyła -> lynk, lynk
… lipiec 21, 2008
No jest niedziela, a raczej była, bo już 0:58, czyli w sumie poniedziałek. Niedziela, jak niedziela, niby, do kościoła, na spacer, na rower, jakiś film we dwoje, do kina, nad jezioro, itepe. Niby normalnie, no nie? Ale nie dzisiaj, raczej wczoraj, tu plan taki nie został zrealizowany.
Przebieg dnia był, a raczej jest następujący: pobudka po 4,5 godzinach snu gdzieś tak około 7, szybkie śniadanie bez herbaty z cytryną, w sumie tylko sadzone jajko z kiełbasą, bo kanapki zapakowane w serwetki wylądowały w torbie, następnie maszrutką w stronę Kartuli, wysiadając umówiłem się z drajwerem na 17 (pierwotny plan), jest dobrze 70 t/h czyli coco jumbo, pierwsza próba na 80, obmaska, spokojne dojeżdżanie dalej, idzie 80 t/h już od dwóch godzin
, stabilnie i to bardzo, zmiana godziny o godzinę, Nukri przyjedzie po mnie o 18, jest Nukri, z torbą na ramieniu zmierzam w jego kierunku zachodząc jeszcze na chwilkę na sterownię, aaaa, piec idzie w ‘krzoki’, zostajemy, 5 razy wypada palnik, wyprowadzenie na nowo, ok idzie stabilnie, Nukri już czeka trzecią godzinę, ok czuję, że możemy jechać, teraz droga między Rustavi a Tbilisi, telefon od Oleg’a – wypadł chłodnik co robić? szybkie wskazówki, nic, zawracamy, Nukri jedź do domu, ja zostaję, jakoś dotrę i tak się już naczekałeś, ruszt uwolniony, w międzyczasie problem z napędem głównym, ok wszystko w porządku, jedziemy znowu, nim się obejrzałem północ – znak, że Jura przyjdzie, do przodu, myślę: godzinę poczekać godzinę później jechać?, będzie ok. 2:30 jak dotrę, zostaję…
Jest 1:11 siedzę w biurze, słucham muzyki by się odstresować, czekam na Californię, nasłuchuję czy klinkier stuka na przenośniku, a jeszcze trzeba przygotować raport na rano, długa noc…
a to dziwne… lipiec 18, 2008
… ale jeszcze mi się nie chce spać choć na czuwaniu jestem już 20 godzin, a poprzednia podróż w krainę snu (raczej bez Morfiego bo nie zdążył) trwała tylko 4 godziny, hmmm… Wszystko co wczorajsze wieczorno-nocne przez Andreasi Agasi, który dzisiaj już ‘ulatuje damoj’ w stronę Krzyżakowa. Natomiast dzisiejsze dniowo-wieczorno-nocne przez Kartuli gdzie spędziłem 18 z tych 20 minionych godzin, bo przecież 2-ie tam i ‘obratno’. Czyżby do jedzenia podawali zmielone Duracell’e? Nie patrzę więc już na zegarek, bo wiem dobrze, że do kolejnego wyjazdu w stronę Kartuli zostało mi jeszcze 5 godzin, heh. ‘Eta rakieta’ …
“tURN tO dUST” lipiec 15, 2008
Kolejny raz w drodze Kartuli-Tbilisi, choć piec dalej stoi to wyjeżdżam zadowolony. Dziwne? Nawet dla mnie samego, ponieważ tak być nie powinno, a jednak. Wszystko za sprawą owocnej burzy mózgów, z której wynikło wiele pomysłów, zrodzonych w naszych głowach. Teraz tylko zostało przypilnowanie ich realizacji.. Ku lepszej pracy Kartuli, hehe. Mam nadzieję, że się uda i już potem tylko będziemy wypatrywać rosnącej góry klinkieru. Oby też i ta zmiana wymurówki wyszła szybko, a ‘futurowszczyki’ niech uczą…
PeeS. Ciekawy jestem tych 90 stopni.
“powierz mi drogę a ja będę działał…” lipiec 13, 2008
muzyka-klasyka w uszach gra, w głowie rozchodzi się każdy poszczególny dźwięk, przenika komórki ciała i daje ukojenie
duszy… jakieś takie dziwne wyobrażenie znowu mnie naszło: co gdybym jej nie miał… Najgorszy koszmar – Świat bez dźwięku. Już wiem, za dobrze, że niczym nie można się nasycić na zapas, bo pragnienie znowu prędzej czy później powróci. jakże smutnym przemierzaniem, wkurzaniem się o byle co, gdy tylko zepchnięty na bok odtwarzacz zagłuszały różnorakie myśli, w drodze i zy, nie tylko. a przecież wystarczyły poszczególne takty ulubionego utworu by powrócił błogostan, ukojenie. radość swobodnych ruchów przy “Place to be” Surreal’a i The Sound Providers, heh właśnie po raz hohoho w mych uszach, a ja nie mogę powstrzymać się przed uśmiechem do samego siebie. a propos zupełnie za free od wspomnianych artystów tutaj (<- klik,klik) nie tylko jeden, choć dopiero sam to zauważyłem, hehe. i kolejne dźwięki nowe, i tak bez końca można, byle do przodu i z nowościami, nie zapominając o korzeniach, przy których wspomnień czas roztacza się za każdym razem gdy znajome nuty wchodzą we mnie, ach, sentymentalnie się zrobiło, bo ‘Tequila Sunrise’, bo Mr. Meth, bo … hehe
a tak ogólnie poza gruszkowo-pietruszkowo, Spalding przekonał mnie przedwczoraj, a Kus Tba zrobiła swoje wczorajszego ‘podwieczoru’ – , równowaga zachowana,
PeeS. (jeszcze) a dlaczego koncertowo-Lublinowo, a mnie tam nie ma … ;(
no i może zapętle na koniec PĘTLA (<-link)
” Loungin’ “ lipiec 11, 2008
w rytm rapowego jazzu prezentowanego na najwyższym poziomie przez Guru f. Donal Byrd zbieram się do wyjścia w Tiflis. Złamane ‘oczki’ muszą doczekać się następcy, więc uderzę w tym kierunku. Poza tym Andreasi na pytanie o wypad nad Morze Tbilisi ściągnął koszulkę i pokazał swoją przemianę w raka po wczorajszej Kus Tba’ie. Dałem mu nivea’owy ‘chaladzielnik’ i tym samym zrezygnowałem z pływania w dniu dzisiejszym, przynajmniej w ‘ tbiliskim morzu’, Kus Tba jak najbardziej realna, ale… Spalding tak na mnie patrzy jak Wilson na Tom’a Hanks’a, kosz więc też kusi. Dylematy, młodego ale nie taty.
Ps. Surreal & The Sound Providers -> “Place To Be” – dzisiaj połączenie hh z classico domingo, wymiatają
jeszcze nie… lipiec 10, 2008
… przyjechała po mnie ‘maszrutka’, a tu w słuchawkach “grrrrrrrr” pobrzmiewa. Ja lewą a Ty prawą, niech i tak będzie
Z rana Morfeusz panował i to długo niepodzielnie, aż w końcu uwolniony z jego ramion udałem się wraz z ‘Andreasi’ na Kus Tba’ę. O dziwo, pierwszy raz w trzy miesięcznej zakaukazkiej emigracji spotkałem taksi drajwera, który nie mówił po rosyjsku. Przydały się ‘operatorskie’ lekcje gruzińskiego i za ‘epsi Lari’ dojechaliśmy do celu. Tym razem nie kamiennie ale leżakowo, więc nie miałem odciśniętych na plecach skamielin. Żarki jako tako po japońsku nie było ‘mnoga’, dało się więc w szczytowych godzinach wytrzymać. Wciągnięty w nową hostorię z II Wojny Światowej Dan’a Kurtzman’a, po jakimś krótkim (jakby sie wydawało) czasie usłyszałem ‘Skaczcie wookoło’, która to piosnka wzywała do ewakuacji. Ze względu na fakt, iż Andreasi nie podróżował jeszcze ‘Sokołową kolejką’, kolejnego drajwera taksi złapaliśmy dopiero przy wejściu/wyjściu do/z Vake Park. Pod pokojem 6 i 2 ryba z ryżem posiliła mnie nie tylko do przyszłych godzin, które spędzę w Kartuli, ale stała się tłem do rozmów z Californią. JUŻ TAK – maszrutka wiezie mnie od jakiś 15 min w stronę większej żarki, tym razem od pieczki. Nukri prowadź, ja wracam do “Misji Specjalnej” i generała Wolffa.
łelkom bek lipiec 9, 2008
Gza’shvili powrócił na zakaukazką emigrację dziś w nocy lądując bezpiecznie na Tbilisikim lotnisku, gdzieś tak około 3-ej ejem. Podróż nie dostarczyła wrażeń, choć leciałem z patrolem amerykańskich żołnierzy. Dlatego też w środku tygodnia samolot był wypełniony całkowicie i nie było zbytnio miejsca aby się wyspać. Coś jednak próbowałem, przytulając na wszelkie sposoby mini poduszkę, bo w moim neckerze zdarzyła się dziura ;( Kiedyś popularne były książki z serii “[...] w łik-end”, a to Nauka: tenisa, nurkowania, paralotniarstwa itepe. Po kolejnym razie chyba napiszę poradnik: ‘Odwiedzanie Polski w łik-end’, bo to specyficzny czas i niestety krótki. Byłoby tam kogo odwiedzać, jakie wyznaczyć priorytety i takie tam, cholera spontan jest ciężki. łotewer. Jestem tu, a byłem tam. Ważny czas świadkowania na weselu u ‘Arnolda pokaż Bicesy’ i Justyny – jak już rozruszałem się to śmigaliśmy z Californią na parkiecie do rana. Jeszcze 3mało mnie następnego dnia i ten dźwięk pozostał w głowie nawet dziś: ‘tytyty tytyryry rytyty rytututu tytyty tytyryr aaaaaaaaa’. W tym momencie prorocze, jak zawsze sprawdzające się pierwsze litery słów: W.D.C.S.D.K Potem było już tylko szybciej, i nagle siedziałem już zapakowany w samolot. Tęskno…