… a może o stalowych nerwach? Jakkolwiek bym nie interpretował, rzecz ma się tak: Józef Stalin w Gori ma muzeum. Nie zastanawiałem się nad odwiedzeniem tego miejsca wcześniej, choć o nim słyszałem, ale Mirab postanowił mnie dzisiaj, w dzień wolny, właśnie tam zawieźć. Dla historii
nieznających J.S. był Gruzinem i oczywiście jego nazwisko nie mogło obyć się bez końcówki ’szwili’ -> Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili (იოსებ ბესარიონის ძე ჯუღაშვილი). Stąd też umiejscowienie tego muzeum właśnie w państwie Euro-Azji, gdzie kiedyś tam w odległej przeszłości pierwszy raz się wydarł. Dom rodzinny okryty zewsząd betonowymi słupami, nad nim specjalny dach świecący znakiem z pola i warsztatu, drzwi niestety zamknięte. Albo i ’stety’ bo by mu pierze pewnie z poduszek zabrali. Coś mi się nie chce wierzyć, że mieszkał z matką w takich warunkach, ok ściany domu i jego wielkość, jak na Gruzję przystało, ale wnętrze które zlukałem przez okno – to już przesada. Takich luksusów to nie mieli nawet moi dziadkowie, żyjący sto lat później, no, może 70-siąt. W każdym razie to jakaś podpucha i ja się na to nie nabrałem. Obok chałupy – wagon, którym Stalowy podróżował po Rosji – także zamknięty. Otwarty, a i oczywiście, był natomiast budynek muzeum, a w nim: popiersia, posągi, postumenty, cygara, fajki, obrazy, ciuchy, biurko, mundur, zdjęcia – mnóstwo, pisma, REWOLUCJONIŚCI – młode wąsy i podarki, szczególnie te od kumpla Kitajca – Mao Zedong’a, z którym podobno się ‘przyjaźnił’. Miałem wrażenie, że Mirab traktuje Żelaznego jako bohatera, (z pewną czcią) Gruzina, który wdarł się na sam szczyt i wziął ‘ruskich’ (właśnie) pod stalowe rządy, mówiąc wprost: za mordy. I w sumie tak jest na kartach historii i nikt temu nie zaprzeczy, że Józek odbudował Rosję, no ale… ten gość zabił miliony, zgładził kogo mu się podobało, a przy tym miał ‘nerwy ze stali‘. To ma być cena za wyniesienie kraju z głębokiej zapaści, za wprowadzenie ciągników? Cześć i chwała Ziomków?
O skalnym mieście, w którym dzisiaj byłem jakoś pisać mi się nie chce …
słowa, miała połączenie z wirtualnym światem. Dzięki tej magii mogłem uruchomić Polskie Radio program 1 i ‘usłyszeć’ mecz. Miałem wielką radość słuchając komentatora, tak bardzo przeżywającego dosłownie każdą sekundę meczu. Słuchając komentarzy w stylu “[...] podniósł piłkę nad głowę, zamachnął się, naprężył ciało i rzucił dalekoooo[...]” ubawiłem się, jak to zwykło się mawiać: po pachy. Mimo tego faktu, wciąż jednym uchem nasłuchałem wydarzeń rozgrywających się na cementowym boisku w Kartuli a komentowanych, również drogą radiową, tym razem przez Gruzinów. Oba mecze dostarczały emocji, ten w Klagenfurcie – wiadomo, natomiast piec – hmmm, a i owszem, choć tym razem główną rolę grał przenośnik kubełkowy pod chłodnikiem. Po tym dzisiejszym doświadczeniu wiem, lub wydaje mi się tylko, jak czuli się Polacy słuchający radio w latach 70-tych, kiedy to Polska reprezentacja odnosiła wielkie sukcesy. Wielka jest potęga wyobrażenia sobie słów usłyszanych od kogoś. Może mecz nie był tak emocjonujący w wyglądzie na ekranie, ale daję słowo w radio i mym umyśle urósł niebywale. To nic, że z takim, a nie innym wynikiem się zakończył, ponieważ Chorwacja jest wyjątkowo mocnym zespołem, a nam dużo jeszcze brakuje do takiego stylu gry, waż
ne jest samo przeżycie, bycie duchem, wspieranie, doświadczanie. Drugą połowę muszę szczerze przyznać popsuł mi trochę Mirab, ponieważ ze względu na fakt, iż tylko ja rozumiałem to co było mówione, chyba troszkę mi pozazdrościł tych emocji. Wymyślił mianowicie, że mógłbym połączyć się z kimś przez Skype i ten ktoś ustawiłby kamerę na ekran telewizora, a wtedy miałbym mecz przed oczami. Skusiła mnie ta niecna propozycja, a dopomógł w jej realizacji Krzysiek, który jeszcze 2 tygodnie temu śmigał ze mną po Tbilisi. Troszkę trwało zanim znaleźliśmy najlepsze ustawienia, no ale w ostateczności ujrzałem ‘zamieszanie’ na ekranie. To nic, że skakało niemiłosiernie i płynności w grze nie uświadczyłem, (może jakby grała Francja z Holandią by tak nie rwało?), najważniejsze jest to, że w jakiś sposób podzieliłem się z współkibicami, którzy wsparli naszą drużynę. Jakoś nie mam żalu, że Polska już nie będzie grała, taki los dla drużyny na tym poziomie, nie możemy wiecznie liczyć na ‘fuksy’ i potknięcia innych. Przyznajmy szczerze, nasza gra nie stała na wysokim poziomie (a może właśnie stała a nie biegła?) i nie przypominała tej z eliminacji kiedy potrafiliśmy np.