Opis na gg zaowocował odkryciem kolejnej strony Murphy:
Beata przesłała ciekawego linka: Ulicznica Roisin Murphy
- Dlaczego mnie nie było w tym mieście?
- Nie wszystko na raz Gza’shvili, uspokój się !!!
Opis na gg zaowocował odkryciem kolejnej strony Murphy:
Beata przesłała ciekawego linka: Ulicznica Roisin Murphy
- Dlaczego mnie nie było w tym mieście?
- Nie wszystko na raz Gza’shvili, uspokój się !!!
Troszkę już ochłonąłem, ponieważ tuż po koncercie, a w sumie to pod koniec ostatniego bisowego utworu pośpieszyłem na ‘maszrutkę’, na którą ledwo zdążyłem, i pojechałem do pracy. Na szybko zdałem relację chłopakom, a później nie miałem czasu na nic poza produkcją klinkieru. Choć powinienem aktualnie być w objęciach Morfeusza to jednak chciałem coś tu dodać zanim odpłynę …

Nie Moloko, a Roisin Murphy z zespołem pojawiła się w Tbilisi wczorajszego wieczoru. ‘Georgia Today’ podała jakieś błędne info, no ale cóż, czy to takie ważne?
A co jest więc istotne? To, że wczorajszy koncert był najlepszym, na którym byłem do tej pory. Myślałem, że Bjork, Beastie Boys, The Roots czy Wu-tang Clan to było coś co się tak szybko nie powtórzy, a tu … po raz kolejny Gruzja dostarczyła mi niesamowitych emocji. Co przyniesie jeszcze? Aż strach pomyśleć
Wróćmy jednak do samego show. A tu nic dodać nic ująć, wszystko wyważone i w odpowiednim balansie dla kogoś kto uwielbia występy na żywo.
Dear Miami – jak ktoś ma Nokia PC Suite
-::-w tle słychać Roisin Murphy “Dear Miami”, Gzashvili siedzi w Edelweiss’ie, pokój nr 6,
przy lapie wydobywa treści z głowy-::-
“Georgia Today”: koncert Moloko w Dniu Niepodległości na Placu Wolności (pełno ‘ości’stych słów) start 20:00. Jeszcze o 19:35 siedzę sobie spokojnie w ’saluuunie’ u Gogasa kuszając pyszną rybkę, pytam chłopaków, czy któryś ze mną idzie, niestety dostaję negatywną odpowiedź. Zachęcam ich, puszczając z lapa “Sing it Back”. Nie reagują. Deszcz wzmacnia ich postanowienie.
‘Goga u tebia est zont?’
Po chwili Hakuna (Matata) przynosi parasolkę, trochę kiczowata, żeby facet z taką śmignął na koncert. Shit, idę do pokoju po Bergsona. Przydałoby się zmienić Good Year’y, więc po chwili na moich nogach pojawiają się Merrele. Po jakiś pięciu minutach pojawiam się znowu w ’salunie’. Nikt się nie zdecydował, za to wszyscy życzą mi udanej zabawy. No cóż, śmigam sam. Iść na metro czy nie? Iść czy nie? – cholera co za niezdecydowanie. Look na zegarek, potem na drogę, jedzie taxi – wsiadam.
‘Swabodnij Ploszczad pażałsta’. Śpieszy mi się, nie targuję się tym razem, a i tak cena jest niezbyt wygórowana – całe 5 lari. Do placu nie można dojechać – blokada policyjna. ‘Pieszkom’ mijam Parlament ( na uszach Arci “menk astco jerechanernek”), chłopaki rozbierają trybunę, to chyba tu Kaczoryński przemawiał dzisiaj, nie widziałem, nie słyszałem – odsypiałem noc. Przy Tavisusplebi Moedani zebrało się chyba całe młodzieżowe Tbilisi. Z daleka widać już Św. Jerzego i scenę. Podchodzę pod barierki, przy których zebrało się kilka osób, jest 20:05. ‘No tak, wszystkie koncerty mają to do siebie, pewnie wyjdą o 21′. Jakieś zamieszanie, pytam ocb, wejście z boku, ze względu na jak dotąd małe zainteresowanie niezbyt pośpiesznym krokiem zmierzam w tamtym kierunku ( w uszach brzmi “Ghost Song” Drzwi). Chwila niepewności, tłum nie napiera na znajdujących się przede mną policjantów, mimo tego puszczają. Jestem przy barierce przed samą sceną, ‘no pięknie się zaczęło’. Po chwili między mną a barierką pojawia się kilku policjantów tworząc ‘pierwszy’ rząd. Naprzeciw mnie stoi o głowę niższy ’stróż prawa’, hehe, więc dalej mam dobry widok, mimo, że nie z pierwszego rzędu. Widać po ich twarzach, że też są podekscytowani, ‘o nie!’ wyciągają fajki!!! Gość koło mnie sępi jednego szluga i za chwilę znienawidzony dym znajduje się w zbyt bliskiej odległości od moich nozdrzy. Shit! Czy oni nie wiedzą, że w tłumie się nie pali? Wkurzam się z lekka, ale nagle w głośniku można usłyszeć dobry stary bit – Snoop Dogg “What’s my name”, ‘jakoś przetrzymam ten dym’. W rękach gliniarzy pojawiają się 40 cm drewniane pałeczki, ‘chyba mnie nie będziesz tym lał?’ sz
ybka myśl przechodzi przez głowę. Hehe, ale komizm sytuacyjny. Chyba za bardzo wczuli się w rolę. Ok będzie spox, jeżeli nie będą lać, bo jeszcze skończę w pierdlu, a muszę przecież na noc iść do pracy… Z głośników leci coraz to lepsza muzyka. Wtem!!! Robi się jakieś zamieszanie z prawej strony – nadciągają posiłki… Dupa!!! Stoję już w trzecim/czwartym rzędzie, a przede mną kłębi się ‘banda FUCK’jonariuszy’. Co oni wyprawiają? I jeszcze w dodatku ‘Małego’ zastąpił jakiś gruziński Goliat!!! Grrrrrr…. O, coś się znowu dzieje, jakaś konsultacja, chyba z jednym z organizatorów. Prawdopodobne słowa: ‘Panowie Policjanci dajcie się ludziom pobawić’
Znowu jestem w pierwszym rzędzie, naprzeciwko ani ‘Małego’ ani Goliata tylko scena. Git! O ktoś się pcha od tyłu, co jest? Roisin Murphy na scenieKoncert Wu-Tang’a wyrobił łokcie, pozycja obroniona, po twarzach widać, że nie będzie kolejnego ataku… Czekam … Wyciągam telefon i na klawiaturze wystukuję do Californi kilka słów, żałuję, że jej tu teraz nie ma ze mną. Na pewno by się jej podobało. Zazdroszczę jej Angie Stone, ona będzie zazdrościć mi tego koncertu
Około godziny 21:30 muzyka staje się coraz bardzie elektroniczna, na scenie pojawia się Davide De Rose i Eddie Stevens, grają coś w stylu ‘coco jumbo’, like that!!! Po chwili czuć, że kulmiacja napięcia sięgnie szczytu – wielkie bum w postaci Lorraine Barnes, Jodie Scantlebury i oczywiście… Rooooooisin Murphyyyyyyy !!! No i co się dzieje? Szaleję w rytm wszystkiego co podane mi jest, jak na tacy, do łóżka przyjemności w pobliżu sceny… Każdy utwór jest całkiem odmiennym doznaniem, a to dlatego, że Murphy przebiera się w coraz to nowe stroje, a na scenie oprócz cudownego głosu, który na dobre wchodzi w moje wnętrze,
Murphy pokazuje aktorskie zdolności. Robi to z powodzeniem i wielkim profesjonalizmem, czuć jakby dokładnie wiedziała jaki ruch wykonać za moment by publiczność oszalała. Jak to później opisać? Nie da się tak po prostu, zwyczajmymi słowami, należałoby użyć boskiego języka, a takim nie władam. To trzeba koniecznie przeżyć, doznać w sobie, nie inaczej… Look na jej obuwie, które przyciąga wzrok. Buty na obcasie, ale obcas zamiast w normalnej pozycji, wychodzi od strony palców tworząc drugą połowę podstawęy buta, tylnia część stopy wydaje się jakby zawisała w powietrzu. Sprytne … Tymczasem wyciągam X-press’a i nagrywam … Troszkę mi przeszkadza to 3manie ponieważ moje ręce nie są swobodne w ruchach. X-press ląduje w kieszeni, co tam, najważniejsza jest ta chwila, żeby jej nie uronić (Może wyjdzie jakieś DVD z koncertu, więc wtedy sobie obejrzę …) Spijam słowa z ust Roisin, nucę, krzyczę, drę się i podskakuję !!! O, jakiś policmajster chce się od tyłu wepchać, uwzięli się chyba dzisiaj. Postawa obronna i … Band wciąż występuje na przeciw, a widok z pierwszego rzędu pozostał. Koncert się nie rozkręca, on od początku jest na najwyższych obrotach. W całym szoku koncertowym, który we mnie buzuje, mam wrażenie, że artystka śpiewa niektóre utwory patrząc w moją stronę, uśmiechając się. Może chcę by tak było? A może właśnie tak jest? Nieważne, nic dookoła się nie liczy, to moje wewnętrzne przeżycie muzyczne. Ale jestem samolubny, przecież gdzieś tam w polskich górach jest California… Dzwonię, pragnę by usłyszała cokolwiek, by była ze mną na koncercie. Nie słyszę jej w ogóle, ale z czasu rozmowy widać, że się toczy … Wirtualnie Ona jest ze mną, tutaj w Tiflis, na Placu Wolności, na koncercie Roisin Murphy, przeżywamy to oboje… Wracam po krótkim zamyśleniu. Roisin ma na głowie ‘coś’ (prawdopodobnie kapelusz) w postaci pajęczyny, wraz z Lorraine i Jodie wykonuje ruchy,których małe dzieci z pewnością nie mogłyby zrozumieć
Hmmm… Koncert trwa, a ja mając w głowie konieczność zbliżającego się wyjazdu do pracy na nocną zmianę spoglądam na zegarek: 22:45. ‘Cholera, jak ja zdążę?’ Najwyżej śmignę taxi do Rustavi. O, nadszedł czas na ostatni utwór, wzmacniające wszystkie wcześniejsze doznania utwór rozbrzmiewa z całą siłą. Cudowne, mistrzowskie pożegnanie, ta muzyka jest w 345% we mnie. Wszyscy artyści zwijają się ze sceny pozostawiając Eddie’go Stevens’a. Ten kończy dzieło … Jest 23:00, godzina odjazdu marszutki, a przecież do hotelu jeszcze z jakieś 5 km. Co tam, krzyczę wraz z innymi o bis. Przetrzymują nas… by za moment zobaczyć Roisin w stroju, który na pierwszy rzut oka przypomina … ‘Kurczaka’ – czarne pióra, czerwone rękawiczki
To dlatego tak zwlekali, założenie czegoś takiego na siebie z pewnością nie jest chwilą. Utwór brzmi w najlepsze, a ja oddalam się od sceny, rzucając co chwilę wzrok na to co się dzieje za plecami… Doskonałą akustykę doświadczam nawet w ostatnich rzędach daleko od sceny. Taxi, taxi, gdzie jesteś? O, jedzie… Wsiadam, ale kierowca pokazuje, że czeka na innego gościa, który właśnie zmierza w naszą stronę. Shit! Look na zegarek – późno. Widzę drugi wóz, w dodatku wolny, wsiadam. ‘Mitskiewitsha tolko oczen bystra’. Mkniemy przez nocne Tibilisi, jak samolotem … Po drodze oglądam się za moją maszrutką… Coś właśnie przejechało, chwila niepewności, trudno. Wysiadam przy wjeździe na Tsagareli, płacąc widzę znajomy niebieski bus: “Uratowani jesteśmy! Bocian! Patrz! Bocian!” …
Hehe