Gzashvili na zakaukaskiej emigracji

Plan był by wyjechać na miesięc, ale życie to zweryfikowało – jestem tu już od 09.04.2008…

“Word life, I like the way the ep went down” Marzec 13, 2010

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 12:20 pm
Tags:

Trójkąt: Krzyżakowo, Holandia, Dżordżia, tymczasem Ukraina. Mile płyną prawie, jak w (#film) “Up to the Air” – zastanawiający nad życia stajlem. Texas hold’em u Ericka niedokończony, Oleg zwinął się gdzieś na ostatni tramwaj, a Jan już nad ranem. Spontaniczne bilety na pociąg do Amsterdamu okazały się wygórowane cenowo, jednak ‘zawsze gotowy’ Jan, a raczej Johan, bo schwitz Fritz, przyjął nasz pomysł wyjazdu, którego celem było Maastricht,  z nieskrywanym entuzjazmem. “Stay okey”, chyba najlepsze warunki z hosteli, w których dotychczas nocowałem, poza tym dość dobre położenie i smaczne śniadanie w cenie, #polecam. Wspomniana podczas poprzedniego wieczoru rzeka w Sztatach zamieniona na łódkę gościła nas dość długo. Później już tylko po krakowsku… Kolaż w toku. Ach i jeszcze, co by nie zapomnieć: “Eric you’re Skype is bouncin’”

8 marca – wszystkiego najlepszego kochane kobiety

Po wczorajszym ‘lataniu’ stwierdziłem, żе już nie skorzystam z dżordżiańskich linii lotniczych: zamiast o 7ej, jak na bilecie, tablica wyświetliła na wejściu 8mą, do tego jeszcze kolejne dwie godziny bez jakichkolwiek wyjaśnień i w końcu o 10:30 oderwałem się od Ziemi. Bezczynnych 5 godzin na lotnisku, by w pełni odpocząć nie zabrałem laptopa. Dobrze, żе chociaż książkowo, jakieś 100 stron przeszło.

;) a potem “Taxi, taxi, taxi, taxi, taxi…” #hihe “nie ze mną te numery Bruner”

Dworzec w Kijowie ogromniasty, pociąg do Konotopa, gdzie podobno potopiły się konie Carycy Katarzyny, to odpoczynek na łóżku. Podoba mi się takie podróżowanie, nie dziwi rozwiązanie przy rozległej Ukrainie.

 

nie grało roli Marzec 6, 2010

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 1:05 am

Heidelberg, u Ericka (stoned!) Miśki Haribo, orginał niemiecki, a co? Pringlesy i orzeszki pistacjowe. Paulainer Hefe-WeiBbier Naturstrub, #hihe Co mozna chciec wiecej? Erick, Oleg, Jan i ja, jest ciekawie. Rozmowy, których na chwilę obecną niewiele, #hehi. Oleg’s present.

#film Pineapple

MISSISSIPPI – em aj dabls aj dabls aj dablpi aj

 

Myślałeś, że to koniec, to się ciagnie jak Izaura… Luty 28, 2010

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 10:53 am
Tags: , , , , ,

10 osob przy stoliku, 10 narodowości, 10 odmiennych osobowości: .fi, .se, .ro, .uk, .nl, .bg, .hu, .de, .it oraz moje .pl, takie europejskie zbiorowisko miało miejsce wczoraj na urodzinach Ullalle’i. W sumie tylko ja ‘rodzynkowo’ spoza programów współfinansowanych przez EU, reszta natomiast patroluje sytuację w .ge , pełniac rolę obserwatorów. Ciekawe rozmowy i niezła atmosfera na 18 piętrze przebudowanego hotelu RS, w barze tuż obok basenu, z którego widac nocne TBS. Poźniej był “The Beatles”, a na końcu “Night Office”, kiedy G.U.R.U.? 

W międzyczasie telefoniczne nadzorowanie betonowania w piecu, ponieważ w pt przyszło nam zatrzymac instalację. Od poranka dzisiejszego, bez niedzielnego teleranka już na miejscu w Kartuli, czasu niewiele, robót cała masa…

Ech, ciężko było ostatnimi dwoma tygodniami. Tyle na głowie i jeszcze każdy coś chciał/chce ode mnie, w dodatku w tym samym czasie! Nalot Krzyżaków, jak na Grunwald, oczywiście odparty #hihe. Mr SF przyjechał na tydzień i przez ten czas miałem wielką banię, która zmniejszała się tylko w momencie kiedy zarzucałem słuchawki. Później pojawił się Dr D wraz z Mr HK i wprowadzili dodatkowe zamieszanie. Dżordżiany w tym okresie nie byli lepsi, myślałem, że nauczyli się już planowania… Jeździłem z biura do Kartuli, z Kartuli do Biura, późnej jeszcze na kolacje. Dla siebie samego pozostały wyłacznie noce (nie strzelam prawie w ogóle 50tką!). W pn późnym wieczorem pojechałem na masaż tajski, godzinny relax, jak w butach zimą…

Najlepsze z tego wszystkiego to fakt, że w czw totalnie siadł mi ‘kompjuter’, IT stwierdziło ‘zgon’ permanentny, dobrze że uratował się dysk włożony aktualnie w ‘kierman’. Chociaż w pt z rana załatwiłem wszystkie potrzebne dokumenty w SAP, dając notatkę ‘asap’ oczywiście złudną okazała się nadzieja, że wieczorem ‘paluczu nowyj’. Goga, Gogi, czy jak mu tam, nie zdążył przez cały dzień zatwierdzic ‘transferu’, wtf? Przypiąłem więc Keti do monitora kartkę by mu w pn z rana przypomniała. Tymczasem podkradam sprzęt Kakhy, który gdzieś lata od dozatora do dozatora. Nie powiem, że nie wkurza mnie brak programów, które są mi tak potrzebne w codziennej pracy, tym bardziej, że ‘wa wtornik’ lecę w stronę cywilizacji.

Dr D z Mr SF uznali, że dobrze byłoby gdybym na seminarium wygłosił coś niecoś na temat korozji w filtrach workowych, bo mam doświadczenie w tym temacie, szczególnie na walki polu gruzińskim. W ten sposób lecę do Krzyżakowa, przez Turcję, do prawie drugiej Turcji. Lubię Heidelberg, więc postanowiłem, że przedłużę pobyt do niedzieli, tym bardziej, że jest kilka kwestii do omówienia nt obecnych i przyszłego projektu, w którym będę uczestniczył. Poza tym w łik-end… #hehi. Na otrzymanej w pt liście uczestników zobaczyłem Zbyszka, do którego zaraz zadzwoniłem… 2 x #hihe.

Ps. Dobra strona braku komputera to fakt, że mogłem spokojnie powrócic do książki.

Ps2. W minionym tygodniu ze snu ’zalaniowego’ obudził się x-press z Boot Camp Clik i Craig Mack’iem na pokładzie, #hehi

Ps3. Wciąż  -=Ridin’=-

 

Siedzę rano w biurze, przesłuchałem nowe płyty… Luty 11, 2010

Zaszufladkowany do: Z chwili ostatniej ..., ni z gruszki, ni z pietruszki — gzachris @ 12:24 pm
Tags: , ,

… ale nie o tym. O czym zatem? Zobaczymy, jak się ten wpis rozwinie. Pierwsza ważna wiadomość: wróciła do mnie IAA, odzyskałem swoją rękę, nogę, czyli pełną swobodę ‘ruchów’. Żadnych taxi, transportów, czekania i bycia oczekiwanym, nareszcie! Uczucie prawie, jak wiatr we włosach, z tą różnicą, że włosy mam bardzo krótkie, a jadąc szyby zamknięte, bo zimno.

Wciąż jestem pod wielkim wrażeniem X-mini (link), taki mały głośniczek, a taka moc i ten design, ech, zakochałem się, z pewnością zakupię kolejny, jak tylko będę przelatywał przez MUC.

Wysyłałem do domu NWZ-X 1060 B ponieważ niektóre funkcje, jak się okazało nie działały, a Pomoc Techniczna Sony UK, ponieważ do PL się nie dodzwoniłem, stwierdziła, iż należy go wymienić w punkcie zakupu. O godz. 18:37 w miniony piątek przesyłka została nadana DHL’em, po drodze był Frankfurt-Leipzig, a w poniedziałek o 7:43 dotarła do Katowic. Tak leżała 2,5 dnia! by dopiero wczoraj o 19:56 opuścić punkt tranzytowy. Wciąż jednak nie dotarła do adresata. Szybciej pokonała więc ok. 3 tys kilometrów, niż 100 w PL. Pięknie.

Poza tym w #PolskaOpolskaOzimska, ze względu na zaleganie lodu w rynnach i na dachu kamienicy, w której znajduje się moje mieszkanie, woda postanowiła ujść do środka i pokazać się brzydkimi plamami na suficie w trzech pomieszczeniach. To była sobota. Od razu fakt ten zgłoszony został do #Feroma, która obiecała w ten sam dzień lub najpóźniej w poniedziałek rano, usunąć zalegający lód. Niestety w poniedziałek popołudniem wciąż nic w tej kwestii się nie działo, a plama rosła w siłę, więc wysłałem pewne napomnienie przygotowane przez Sylwkę i… podziałało. Wieczorem ktoś się wreszcie pokazał i wkrótce dach był czysty, mam nadzieję, że rynny też. Wciąż czekam na kogoś z ubezpieczalni (dziś mija czwarty ostatni dzień, kiedy miano się pokazać), czekam za Górami Kaukazu.

Asia porannym postem na #FacjataBuuk przypomniała mi, że dziś jest tłusty czwartek, wypadało by podtrzymać polską tradycję i zjeść pączka, choć tak pysznych jak w PL tu z pewnością nie dostanę. Po prostu pączki tutaj, jeśli można określić je tym mianem w ogóle, są po prostu ‘inne’. Cóż, może skontaktuje się więc z Magdą czy Olgą, czy znalazły jakieś pączki. Mniam…

Ps. Кошка Матриошка ;)

Ps2. Zapomnieć prawie mi się udało, ale przypomnienie przyszło przeglądając posty na #GoogleReader, przyznaję I’m the Blogger, hihi

 

No to teraz już wszystko jasne… Luty 5, 2010

Zaszufladkowany do: akcyjne, w drodze — gzachris @ 5:02 pm
Tags: , , , ,

Gierogij WaliMuZGęby oznajmił mi właśnie, iż podczas swojego styczniowego urlopu zdał egzamin na Prawo Jazdy. Mając na uwadze fakt, że w Gruzji panuje nagminna awersja do przestrzegania przepisów drogowych, zapytałem na czym polega ich egzamin. Na początku ważna informacja: w Gruzji nie ma obowiązku skończenia Szkoły Nauki Jazdy przed przystąpieniem do egzaminu. Można się samemu nauczyć zarówno teorii, jak i praktyki. Oczywiście ktoś może sobie wziąć lekcje jazdy, które kosztują 25 Lari/h, czyli ok. 44 zł/h ale nie jest to obowiązkowe i w praktyce mało osób z tego korzysta. Za sam egzamin płacimy 50 Lari (88 zł) i uwaga, zabrzmi jak w reklamie… mamy 5 podejść darmowych, aczkolwiek między każdym kolejnym musi minąć co najmniej tydzień. Jest możliwość zdawania częściej, jednak w takim wypadku należy zapłacić dodatkowe 30 Lari (53 zł).  Sam egzamin składa się z dwóch części: praktycznej (30 pytań, można popełnić  max. 3 błędy) oraz teoretycznej, która odbywa się wyłącznie na placu (żadnej jazdy po mieście!). Należy wykonać poprawnie następujące manewry:

- parkowanie tyłem,

- slalom między pachołkami,

- parkowanie ‘przodo-tyłem’

- ósemka

- zatrzymanie się i ruszenie na jezdni pochyłej

- przejazd przez skrzyżowanie ze światłami

- przejazd przez przejazd (czyt. tory kolejowe),

- parkowanie tyłem tzw. ‘koperta’

Poniżej krótki schemat, na szybko w paint’cie na podstawie rysunku Dżordża:

Podsumowując, mając pewne umiejętności można stać się szczęśliwym posiadaczem Prawa do Jazdy, już za… 88 zł!

Jak to się przekłada na praktykę widoczną np. na ulicach Tbilisi? Wspomnianą wcześniej ‘awersję’  poprę wkrótce stosownym komentarz w postaci krótkiego teledysku na YT, na razie jest on w fazie ciągłej (zaskakującej) realizacji, heh. Mała próbka, czyli jedno ujęcie, tutaj >> Tbilisi driving - (tak, to jest podwójna ciągła, a z przodu zakręt, heh)

Ps. A ja zawsze myślałem, że uczą ich, jak:

- bez skrępowania przejeżdżać podwójną ciągłą i ‘mrugać długimi’ jadącym poprawnie z naprzeciwka, by usunęli się z drogi,

- z dwóch pasów robić co najmniej trzy (ciasno ale zdarzają się też cztery)

- wymuszać pierwszeństwo, zajeżdżać drogę,

- ‘pipkać’ na samochód stojący z przodu, gdy tylko pojawi się żółte światło (a nawet przed jego wyświetleniem)

- nie przepuszczać pieszych, nawet jak są już w połowie ‘pasów’ (sztuka omijania, czyli weź go przez zastraszenie)

- nie rozumieć na czym polega jazda na rondzie, (zjeżdżając wcale nie masz pierwszeństwa mimo wyraźnych znaków ‘ustąp’ namalowanych przed wjazdem)

- krzyczeć przez okno i wymachiwać rękami, jeśli tylko ktoś jedzie ‘zbyt wolno’

- itede, itepe

Ps.2. Dla mnie to fenomen, ponieważ Gruzini są tacy życzliwi wobec drugich, siadając natomiast za kierownicę, nikt ich zupełnie nie obchodzi i lepiej mieć oczy dookoła głowy…

Ps.3. Mając takie doświadczenie, naprawdę uważam, że w Polsce ludzie zachowują się na drodze kulturalnie.

 

Granica Styczeń 30, 2010

Zaszufladkowany do: akcyjne, w drodze — gzachris @ 7:06 pm
Tags: ,

Zaczęło się jeszcze w sobotę wieczorem, kiedy po całodziennej jeździe na nartach w Gudauri wybrałem się z Mr F do Tbiliskiej Sauny Siarkowej. Czekając na masażystę i telefon od Dato niefortunnie, jak się później okazało, położyłem xpress’a na marmurowe łoże do masażu. Mocząc się w gorącym basenie, popijając piwko, zupełnie się odprężyłem, a z  głowy zniknęły wszelkie myśli. Zero, jakichkolwiek. Nawet gdy wszedł masażysta, rozłożył swoje zabawki, zaczął nabierać wodę do wiadra i polewać nią łoże… nic, kompletnie nic nie przyszło mi do głowy. Z tego błogiego otępienia umysłu wyrwał mnie wkrótce Mr F, który oznajmił: Krzychu, czy tam nie leży Twój telefon? Wygramoliłem się z basenu, pochwyciłem go, kątem oka zobaczyłem zdziwioną minę masażysty, jednak patrząc na wciąż czynny, choć mokry ekran, odpowiedziałem ‘wsio haraszo’. Odłożyłem telefon w suche miejsce i wróciłem do wody, w tym czasie masażysta już ‘znęcał’ się nad Mr eFem…

Właśnie w ten sposób straciłem spis wszystkich kontaktów, ponieważ wkrótce telefon się zwiesił, a po ponownym włączeniu na ekranie już nic więcej się nie pojawiło. W dodatku miałem włączoną funkcję: Phone Memory, zamiast SIM Card. Co by było śmieszniej parę dni wcześniej ustawiłem połączenie telefonu z kompem na niekompatybilny tak, żeby widział wyłącznie kartę pamięci, transfer muzyki i zdjęć działał szybciej  lecz nie był obsługiwany przez PCSuite. Brawo! Wieczorem, gdy wróciłem do domu poszukałem w szufladzie telefon z projektu – Nokia 1208, (kto wiedział, że takowy istnieje?), niestety na karcie nie miałem zapisanych żadnych telefonów, a w pamięci telefonu całe trzy. W innej pamięci miałem kolejnych kilka.

Numery korporacyjne mają ten sam początek i różnią się jedynie końcowymi dwoma cyframi, jednak zanim nazajutrz po ‘zalaniu’ trafiłem na kogoś z firmy, słyszałem obce ‘gisment’ po drugiej stronie, moje ‘bodishi’. Nie wiem do kogo w końcu się dodzwoniłem, nie rozpoznałem, heh, podał mi nr na sterownię. Tam końcówka od Pawłowicza > miałem więc dwa najważniejsze telefony na nowo zapisane. Po kościele pojechałem na chwilę do Kartuli sprawdzić ostatnie analizy. Po dwóch godzinach ochrona poinformowała mnie, że chcą zaplombować bramę, zjadłem obiad na stołówce i pomyślałem ‘skoro nie jest jeszcze późno, Słońce pięknie świeci ustępując jedynie błękitnemu niebu, aparat czeka na strzały, wybiorę się na granicę z Azerbejdżanem zobaczyć ‘Красны Мост’ (‘0′ na zdjęciu). Budowla z XII w., której podstawowym budulcem były cegły wypalane w Gruzji, do 1998 r wciąż w użytku, jako most łączący Azerbejdżan i Gruzję. Tymczasem od 12tu lat funkcjonuje most będący by-passem wspomnianego. Dawno oglądałem jego zdjęcia na Panoramio i w sumie nie bardzo pamiętałem, jak dokładnie był położony. Wiedziałem, jedynie tyle, że znajduje się blisko granicy, przekonany, że po stronie gruzińskiej, dlatego też jadąc w tamtym kierunku, nie przejmowałem się że nie mam przy sobie paszportu. Po co? Heh. Dojechałem do kolejki tirów, która minąłem z lewej strony, wjechałem na nowy most, ale tuż za nim ujrzałem budynek graniczny. Będąc jeszcze na moście zawróciłem, zjechałem z głównej drogi w kierunku punktu nr ‘1’ na zdjęciu obok, lecz dokładnie tam gdzie postawiłem ‘jedynkę’ stał znak składający sie z ‘gruzińskich robaczków’ i rosyjskich ‘bukw’: STREFA PRZYGRANICZNA, WJAZD ZABRONIONY. Nie pchałem się więc, gdzie nie trzeba, zawróciłem by po chwili ujrzeć drogę w prawo, która ‘szła’ na pobliskie wzgórze, ‘stamtąd ocenię sytuację’ pomyślałem. Skierowałem się do ‘2ki’, a tam… wyjechałem prosto na dwóch pograniczników siedzących sobie na krzesełkach, z założonymi ‘kałachami’. Jakież było ich zaskoczenie, ponieważ Murano Mr W, podjechał cichaczem. Sam byłem zaskoczony, heh. Jeden z nich gestem pokazał bym się zatrzymał i wyłączył silnik. ‘Szto Ty zdiest dzielajesz?’. Wysiadłem, wyjaśniłem. ‘Daj Kliucze’ padło, (‘Дай’ to był ruski sprzedawca jaj, przeszło mi w myślach, heh) nie dałem. Załagodziłem sytuację zwrotem ‘Me war poloneli’ i już było dobrze. Później pytali, jak tam wjechałem, normalnie przecież, skręciłem z głównej drogi i wjechałem pod górkę, nie wiedząc, że miejsce, w którym spotkałem pograniczników, jest położone 20 m od granicy z Azerbejdżanem. Znaku na tej drodze nie było. Przez radio dali meldunek do bazy o zdarzeniu, w odpowiedzi mieli poczekać na naczelnika placówki. Czekając opowiedziałem o celu, którym było zobaczenie Czerwonego Mostu, na co jeden, ‘bystra, bystra, dawaj za mnoj, piered ich priezdom, sztoby ani nie uwidzieli’ i poszliśmy na krawędź wzgórza, z którego było dokładnie widać, iż Красны Мост leży w strefie neutralnej. Rozmawiając o Polsce, Gruzji i innych duperelach doczekaliśmy przyjazdu Naczelnika Bazy. Kolejne wyjaśnienia. Później wykonał milion dwieście telefonów, a ja spokojnie czekałem, biorąc kurtkę z samochodu, bo się zmino zrobiło, przezornie przykryłem aparat, który leżał na przednim siedzeniu. Kolejne pół godziny spędziłem na ciekawej rozmowie ze straszym pogranicznikiem, który mi opowiadał o historii pobliskiego regionu, po czym Naczelnik powiedział, że jedziemy do Bazy (‘3ka’) . Jego kierowca pojechał przodem, On sam wsiadł ze mną do samochodu i nakazał kierować się za samochodem. Kolejna ciekawa rozmowa. Trafiliśmy za zasieki i wkrótce szliśmy już w kierunku jednego z budynków bazy. Zanim tam weszliśmy dołączył do nas Pułkownik, minę miał niezbyt ciekawą. Weszliśmy do biura dowódcy, usadowiono mnie naprzeciw jego biurka. Naczelnik wyszedł, został Pułkownik. Coś tam się jego zapytałem, na co dostałem odpowiedź w stylu: ‘to nie ty teraz będziesz zadawał pytania, tylko my’, srogo, heh, uśmiechnąłem się pod wąsem, którego nie mam. Dokumenty, czyli Polski Dowód, Prawo Jazdy + Karta Pojazdu musiałem położyć na biurku. Telefon zabrał mi z ręki. wtf? Wrócił Naczelnik. Kolejny raz powtórzyłem to samo co wcześniej, Czerwony Most, brak znaku itepe. Spis moich danych: skąd, gdzie, jak, po co dlaczego ? ‘Telefon do Twojego przełożonego’, pięknie pomyślałem, przecież go nie mam, heh, ale pewnie nie uwierzą, że akurat wczoraj zalał mi się telefon i straciłem wszystkie kontakty, uśmiechnąłem się pod wąsem. Podałem jakiś z końcówką 05. Zadzwoniliśmy, nikt nie odbierał. Pomyślałem o jednym, który zapisałem kilka godzin wcześniej, czyli o Pawłowiczu. Nugzhari zgłosił się po drugiej stronie krótkim ‘gisment’. Zaświszczały ‘robaczki, robaczki’ w powietrzu. Potwierdzone. Po chwili zadzwonił Wahtang i z pewnością jego nr nie miał końcówki 05, heh. Oczywiście nie dał dość do głosu Naczelnikowi, pewnie jak zwykle zaczął opowiadać historię, cofając się do Ery Dinozaurów, jak to ma w zwyczaju…

‘Musisz napisać wyjaśnienie’, ‘Tylko jak ma ono brzmieć?’ zapytał się pewnie samego siebie. Kolejne milion dwieście telefonów, notatki. Teraz wyszła kwestia, w jakim języku. Po rosyjsku? Telefon rozgrzał się do czerwoności. Nie, musi być po gruzińsku. Przecież, ja nie napiszę robaczkami? Po jakimś czasie pojawił się tłumacz z rosyjskiego na gruziński. Ja przedstawiałem swoją wersję, tłumacz przekładał na gruziński, naczelnik sporządzał notatkę: Ja K+M+B (niezłe mam inicjały, heh, pierwsze skojarzenie), urodzony dnia takiego i takiego miesiąca, takiego roku, w Opolu, obywatel Rzeczpospolitej Polski [...] inżynier [...] Panoramio [...] Красны Мост [...] nieświadomy wjechania w strefę przygraniczną [...] bla bla bla. Później było jeszcze pouczenie, w skrócie: jeśli jeszcze raz naruszę strefę przygraniczną zostanę oskarżony i sądzony zgodnie z prawem panującym w Gruzji. Cóż, taka ich praca. W międzyczasie żartowaliśmy z Naczelnikiem, z którym później wymieniłem się nr telefonów, tzn On mój już miał, bo wcześniej spisał. Koniec, po czterech godzinach! Wychodząc z biura zagadnąłem jeszcze o sprezentowanie czapki pograniczników, tak ‘na pamjać’. Zapytany (którego imienia i nazwiska, jak i pozycji nie wymienię) popatrzył w prawo, w lewo, po czym rzekł ‘ho’. Złożył w środku dedykację i nakazał schować ‘za pazuchę’, a jakby ktoś się kiedykolwiek pytał to ‘kupiłem na bazarze’…

 

A miało być tak pięknie… Styczeń 29, 2010

Zaszufladkowany do: Dziennie — gzachris @ 4:19 am
Tags: ,

… miało! Jest 4:09, siedzę niewyspany na lotnisku w TBS, przed momentem dowiedziałem się, że mój pierwszy samolot jest opóźniony o pół godziny. Co w związku z tym? Efekt motyla. Nie zdążę na następny do KRK, który z MUC miał odlecieć o 6:40. Na co ja liczyłem? 40 minut przesiadki, zbyt pięknie to brzmiało. Jednak kiedyś WRO właśnie tak robiłem, w 40 minut. Przed 10tą w domu, hmmm… Jednak zamiast tego ‘przebookowali’ mi lot na następny, czyli w miejscu 6:40, pojawiła się uwaga… 11:05!!! PKP. Podszedłem do stanowiska Luftwaffe, żeby zapytać się o możliwość zmiany na KTW, które jest o 8:45, w końcu to nie 5 godzin czekania, tylko niecałe trzy, a to jest różnica: zamiast dwóch filmów, byłby jeden + ewentualnie kawałek książki. Niestety nie mogę tego tutaj zmienić, z ‘nie wiadomo jakich przyczyn’, spróbuję więc w MUC. W związku z tym, nadałem bagaż tylko tam, zobaczymy co się da zrobić, mam nadzieję, że KTW nie jest pełny. Ewentualnie pozostaje WRO o 9:30, zawsze to szybciej. Muszę jednak zawiadomić drajwera o zmianach…

Ech, wkurzyłem się w tych godzinach porannych, wszystkie moje plany ‘dopołudniowe’, jak to mawiają: “szlag trafił”, heh… yo

Ps. Pozytywy, których staram się szukać wszędzie: może w MUC dokończę wreszcie wpis nt. czasu spędzonego na wyjaśnieniach w bazie Straży Granicznej przy posterunku ‘Красны Мост’? To była akcja, heh

 

na szybko Styczeń 24, 2010

Zaszufladkowany do: Z chwili ostatniej ... — gzachris @ 9:48 am
Tags: , ,

niedzielny poranek, krótki plan na dziś: kościółek, Kartuli, foto, foto, foto, jak ja mogłem nie użyć jeszcze ani razu 50tki w Biciolandzie?! Wczoraj było szaleństwo w Gudauri po raz kolejny, później ‘Bania’ + masaż ze ścieraniem, a na dokładkę Khinkali na pożegnanie Janusza. Pan Master Masaż zalał mi telefon, heh, jak sushi suszę suszki.

Odnośnie głosowanie na Bloga Roku. W kategorii Podróże i Szeroki Świat zajęliśmy 41te miejsce, na 163 zgłoszone blogi, długo 3maliśmy się w czołówce pierwszej 30stki, ale końcówka należała do pozostałych. Nieźle. Do III etapu z każdej kategorii przeszło po 10 blogów z największą ilością głosów, więc się nie zakwalifikowaliśmy do tego grona. Ogólnie kulek do końca było całe dwie, czyli głosów oddanych między 6, a 50. Dziękuję w miejscu tym wszystkim, którzy poświęcili sms’a. Wspomogli tym samym Niepełnosprawnych. Dzięki konkursowi odkryłem wiele ciekawych Blo, które wrzuciłem do mojego GR i codziennie jestem na bieżąco.

Muszę już lecieć…

 

Miło Styczeń 20, 2010

Zaszufladkowany do: Dziennie, pięknie — gzachris @ 1:27 pm
Tags: , , ,

Rano zadzwoniłem z informacją do Vakhtang’a, że nie pojawię się w pracy ponieważ jestem chory, a raczej zaczynam być, bo to pierwsze stadium, które chcę szybko zwalczyć w zarodku. Powiedział mi, że jeżeli potrzebuję czegokolwiek to mam się nie wstydzić i zadzwonić do niego. Zapewniał mnie kilkakrotnie o tym, tłumacząc, iż to żaden problem dla Niego. Przed momentem odebrałem natomiast kolejny telefon, ponieważ w międzyczasie było już kilka innych, z podobnymi zapewnieniami, tym razem od GuruBaNidze. To doskonały przykład, jakie ‘otnaszenije’ mają tu ludzie między sobą. Uczę się. Dziękuję!

Poza tym choruję-pracuję w łóżku, odpowiadam na maile, dzwonię, a dzięki inspiracji, którą znalazłem na stronie wankz’a, szukam korzeni Dziadka. Uwielbiałem z Nim spędzać czas, słuchając jego historii, kiedyś nawet nagrywałem je na dyktafon, tylko gdzie są te taśmy?!

Rożyszcze w WIKI i widoczne z Satelity. Muszę tam kiedyś pojechać, w tym roku 95 rocznica urodzin Dziadka, dobra okazja…

A teraz już na 100% miejsce urodzenia Dziadka Stanisława: Krzemieniec Stary, Gmina Rożyszcze, Powiat Łucki, Województwo Wołyńskie, II Rzeczpospolita wow!

 

“I’ve always taught you that you can have whatever you dream” Styczeń 19, 2010

Zaszufladkowany do: ni z gruszki, ni z pietruszki, pięknie, w drodze — gzachris @ 5:52 pm
Tags: , , ,

“Good [Morning] Ladies and Gentelman [...] Ha, I like that [...] So everybody in the house, give a warm, round of applause”

“that’s cool, no doubt [...] i can’t escape this life that I’m livin” – na słuchawce w uchu lewym Lost Boyz.

19 Stycznia – kolejne Święto w Gruzji, tym razem Chrzest Chrystusa, a z nim pozdrowienie: გილოცავ ნატლისღებას (czyt. gilocav natlisgebas). Cisza, spokój w Kartuli, pracownicy mają wolne, tylko zmianowi pozostali na stanowiskach i ja – ‘Poloneli’. Do południa jeszcze tu, a później w Tiflis, by dograć z Mr W prezentacje na czwartek, kiedy to Jedna Wielka Głowa (czyli Zarządu Członek) przylatuje z Heidelbergu.

“Żyję szybko, Rybko, heh, w taxi spowalniam” i kontynuuję ten wpis rozwodząc się z ‘taksi drajwerem’ na temat jakości cementu w Gruzji. Teraz przyszedł temat wojny Narodów Kaukazu (Inguszetia, Gruzja, Czeczenia…), którym Rosja wciąż miesza – a każdego mieszkańca tych pięknych krain to boli. Gruzini żyli kiedyś spokojnie w Sokhumi, jednym z piękniejszych zakątków Świata, gdzie Wysokie Góry Kaukazu schodzą prosto do Morza Czarnego. Teraz są uchodźcami, których zastąpili przesiedleńcy z Rosji. Oczywiście można przeprowadzić referendum i zapytać mieszkańców Abchazji czy też Osetii Południowej za kim się opowiadają? Jednak skoro większość z nich to ‘nastajaszi’ Rosjanie, tylko przesiedleni, to jaki będzie wynik? Tylko jeden. I ot bolączka Gruzji. W zeszłym roku byłem na Weselu, jednej z rodzin, która zamieszkiwała kiedyś Abchazję, a później musiała uciekać. Przedostali się pieszo przez Góry, nie wszystkim jednak to się udało, niestety… Oczywiście wśród wszechobecnej radości z powodu Ślubu, pojawił się ów temat. Mogę powiedzieć, że wręcz czułem ich ból, choć wywodzę się z innej części Świata. A może raczej innego pokolenia? Przecież Polska historycznie ma wiele wspólnego z Gruzją. My też byliśmy napadani z każdej strony, jak nie Rosjanie, to Szwedzi, innym razem Prusacy, później ich potomkowie z Adolfem na czele, Napoleon też u nas zawitał, byli Tatarzy, Kozacy, w pewnym okresie historii ciach na trzy części i zniknęliśmy z mapy Świata na ponad 100 lat (dokładnie 123 lata Zaborów). Może do końca tego nie rozumiem, ponieważ tego nie przeżyłem, nie poczułem na własnej skórze, ale zawsze z wielkim zainteresowaniem słuchałem opowieści śp.Dziadka Stanisława, który przeszedł na własnych nogach całą Polskę bijąc się o nasz kraj. Olo, w tym momencie przydałoby się puścić utwór “Patriota” – Zipery, hę?. Wszystkim polecam studium tekstu i teledysk : “W tej kwestii jestem na bank zasadniczy [...] to co Polskie to dobre, Złota Polska Jesień, szczęście mi przyniesie [...] Kocham ten Kraj, Kocham bez przyczyny [...] Kraj w kształcie Serca [...] Nie jeden, nie raz, Nasz Kraj próbował zniszczyć, Nie jeden raz, powstaliśmy ze zgliszczy, teraz nasz czas nadszedł [...] Nie jeden Wróg, chciał zniszczyć Nasz Naród, Nie jeden, ofiarował pomoc – zawiódł [...] o swojej Ojczyźnie [...] z Dumą na twarzy i ducha hartem [...] jeszcze raz: Wiara, Nadzieja, Miłość, z Bogiem, pragnienie Wolności porównywalne z nałogiem [...] proste o Swe walczyć będziemy, tradycja nie zginie Póki my żyjemy [...] Ziemia dana nam po przodkach, po Nich Kraj nam ten pozostał [...] by cały Naród Polski powstał, w całości spojrzał w przyszłość by zmienić naszą całą szarą rzeczywistość, teraz wszystko w naszych rękach, wspólny ból, wspólna męka [...] mimo to, że nasz los był okrutny, głos historii smutny, to jest POLSKA – moja ojczyzna!”. Dodam jeszcze, cytując Sokoła “kawałeczek dla wszystkich, którzy uważają, że rap bez przekazu jest”. Gdzie mnie ta rozmowa z ‘taksi drajwerem’ zaprowadziła? ech, łatwo tutaj nie mają…

Witaj, to jest wpis ‘na raty’. Dotarłeś właśnie do części trzeciej. Po Kartuli, Taxi i wizycie w tbiliskim biurze znalazłem się w końcu w mieszkaniu. Chory, kichający, z nosem zasmarkanym. Był już rosół, khinkali z kartoflami i z prądem herbata. W aptece nabyłem Witaminę C i Fervex. Wanna napełnia się gorącą wodą, która pojawi się za chwilę również w czajniku. Pościelone łóżko, książka i muzyka.

Wpis miał być natomiast o spełnianiu marzeń. Heh, nie mogłem więc o tym nie wspomnieć na koniec. ‘Kiwi’ (to link jest, heh) udowadnia, że nic nie jest niemożliwe i pozostawię to bez komentarza. Piękne.

Ps. Barrack już wie, hihi, pozostało niecałe dwa dni do końca głosowania. Jesteśmy w 30stce pierwszej, yo!