Zaczęło się jeszcze w sobotę wieczorem, kiedy po całodziennej jeździe na nartach w Gudauri wybrałem się z Mr F do Tbiliskiej Sauny Siarkowej. Czekając na masażystę i telefon od Dato niefortunnie, jak się później okazało, położyłem xpress’a na marmurowe łoże do masażu. Mocząc się w gorącym basenie, popijając piwko, zupełnie się odprężyłem, a z głowy zniknęły wszelkie myśli. Zero, jakichkolwiek. Nawet gdy wszedł masażysta, rozłożył swoje zabawki, zaczął nabierać wodę do wiadra i polewać nią łoże… nic, kompletnie nic nie przyszło mi do głowy. Z tego błogiego otępienia umysłu wyrwał mnie wkrótce Mr F, który oznajmił: Krzychu, czy tam nie leży Twój telefon? Wygramoliłem się z basenu, pochwyciłem go, kątem oka zobaczyłem zdziwioną minę masażysty, jednak patrząc na wciąż czynny, choć mokry ekran, odpowiedziałem ‘wsio haraszo’. Odłożyłem telefon w suche miejsce i wróciłem do wody, w tym czasie masażysta już ‘znęcał’ się nad Mr eFem…
Właśnie w ten sposób straciłem spis wszystkich kontaktów, ponieważ wkrótce telefon się zwiesił, a po ponownym włączeniu na ekranie już nic więcej się nie pojawiło. W dodatku miałem włączoną funkcję: Phone Memory, zamiast SIM Card. Co by było śmieszniej parę dni wcześniej ustawiłem połączenie telefonu z kompem na niekompatybilny tak, żeby widział wyłącznie kartę pamięci, transfer muzyki i zdjęć działał szybciej lecz nie był obsługiwany przez PCSuite. Brawo! Wieczorem, gdy wróciłem do domu poszukałem w szufladzie telefon z projektu – Nokia 1208, (kto wiedział, że takowy istnieje?), niestety na karcie nie miałem zapisanych żadnych telefonów, a w pamięci telefonu całe trzy. W innej pamięci miałem kolejnych kilka.
Numery korporacyjne mają ten sam początek i różnią się jedynie końcowymi dwoma cyframi, jednak zanim nazajutrz po ‘zalaniu’ trafiłem na kogoś z firmy, słyszałem obce ‘gisment’ po drugiej stronie, moje ‘bodishi’. Nie wiem do kogo w końcu się dodzwoniłem, nie rozpoznałem, heh, podał mi nr na sterownię. Tam końcówka od Pawłowicza > miałem więc dwa najważniejsze telefony na nowo zapisane. Po kościele pojechałem na chwilę do Kartuli sprawdzić ostatnie analizy. Po dwóch godzinach ochrona poinformowała mnie, że chcą zaplombować bramę, zjadłem obiad na stołówce i pomyślałem ‘skoro nie jest jeszcze późno, Słońce pięknie świeci ustępując jedynie błękitnemu niebu, aparat czeka na strzały, wybiorę się na granicę z Azerbejdżanem zobaczyć ‘Красны Мост’ (‘0′ na zdjęciu). Budowla z XII w., której podstawowym budulcem były cegły wypalane w Gruzji, do 1998 r wciąż w użytku, jako most łączący Azerbejdżan i Gruzję.
Tymczasem od 12tu lat funkcjonuje most będący by-passem wspomnianego. Dawno oglądałem jego zdjęcia na Panoramio i w sumie nie bardzo pamiętałem, jak dokładnie był położony. Wiedziałem, jedynie tyle, że znajduje się blisko granicy, przekonany, że po stronie gruzińskiej, dlatego też jadąc w tamtym kierunku, nie przejmowałem się że nie mam przy sobie paszportu. Po co? Heh. Dojechałem do kolejki tirów, która minąłem z lewej strony, wjechałem na nowy most, ale tuż za nim ujrzałem budynek graniczny. Będąc jeszcze na moście zawróciłem, zjechałem z głównej drogi w kierunku punktu nr ‘1’ na zdjęciu obok, lecz dokładnie tam gdzie postawiłem ‘jedynkę’ stał znak składający sie z ‘gruzińskich robaczków’ i rosyjskich ‘bukw’: STREFA PRZYGRANICZNA, WJAZD ZABRONIONY. Nie pchałem się więc, gdzie nie trzeba, zawróciłem by po chwili ujrzeć drogę w prawo, która ‘szła’ na pobliskie wzgórze, ‘stamtąd ocenię sytuację’ pomyślałem. Skierowałem się do ‘2ki’, a tam… wyjechałem prosto na dwóch pograniczników siedzących sobie na krzesełkach, z założonymi ‘kałachami’. Jakież było ich zaskoczenie, ponieważ Murano Mr W, podjechał cichaczem. Sam byłem zaskoczony, heh. Jeden z nich gestem pokazał bym się zatrzymał i wyłączył silnik. ‘Szto Ty zdiest dzielajesz?’. Wysiadłem, wyjaśniłem. ‘Daj Kliucze’ padło, (‘Дай’ to był ruski sprzedawca jaj, przeszło mi w myślach, heh) nie dałem. Załagodziłem sytuację zwrotem ‘Me war poloneli’ i już było dobrze. Później pytali, jak tam wjechałem, normalnie przecież, skręciłem z głównej drogi i wjechałem pod górkę, nie wiedząc, że miejsce, w którym spotkałem pograniczników, jest położone 20 m od granicy z Azerbejdżanem. Znaku na tej drodze nie było. Przez radio dali meldunek do bazy o zdarzeniu, w odpowiedzi mieli poczekać na naczelnika placówki. Czekając opowiedziałem o celu, którym było zobaczenie Czerwonego Mostu, na co jeden, ‘bystra, bystra, dawaj za mnoj, piered ich priezdom, sztoby ani nie uwidzieli’ i poszliśmy na krawędź wzgórza, z którego było dokładnie widać, iż Красны Мост leży w strefie neutralnej. Rozmawiając o Polsce, Gruzji i innych duperelach doczekaliśmy przyjazdu Naczelnika Bazy. Kolejne wyjaśnienia. Później wykonał milion dwieście telefonów, a ja spokojnie czekałem, biorąc kurtkę z samochodu, bo się zmino zrobiło, przezornie przykryłem aparat, który leżał na przednim siedzeniu. Kolejne pół godziny spędziłem na ciekawej rozmowie ze straszym pogranicznikiem, który mi opowiadał o historii pobliskiego regionu, po czym Naczelnik powiedział, że jedziemy do Bazy (‘3ka’) . Jego kierowca pojechał przodem, On sam wsiadł ze mną do samochodu i nakazał kierować się za samochodem. Kolejna ciekawa rozmowa. Trafiliśmy za zasieki i wkrótce szliśmy już w kierunku jednego z budynków bazy. Zanim tam weszliśmy dołączył do nas Pułkownik, minę miał niezbyt ciekawą. Weszliśmy do biura dowódcy, usadowiono mnie naprzeciw jego biurka. Naczelnik wyszedł, został Pułkownik. Coś tam się jego zapytałem, na co dostałem odpowiedź w stylu: ‘to nie ty teraz będziesz zadawał pytania, tylko my’, srogo, heh, uśmiechnąłem się pod wąsem, którego nie mam. Dokumenty, czyli Polski Dowód, Prawo Jazdy + Karta Pojazdu musiałem położyć na biurku. Telefon zabrał mi z ręki. wtf? Wrócił Naczelnik. Kolejny raz powtórzyłem to samo co wcześniej, Czerwony Most, brak znaku itepe. Spis moich danych: skąd, gdzie, jak, po co dlaczego ? ‘Telefon do Twojego przełożonego’, pięknie pomyślałem, przecież go nie mam, heh, ale pewnie nie uwierzą, że akurat wczoraj zalał mi się telefon i straciłem wszystkie kontakty, uśmiechnąłem się pod wąsem. Podałem jakiś z końcówką 05. Zadzwoniliśmy, nikt nie odbierał. Pomyślałem o jednym, który zapisałem kilka godzin wcześniej, czyli o Pawłowiczu. Nugzhari zgłosił się po drugiej stronie krótkim ‘gisment’. Zaświszczały ‘robaczki, robaczki’ w powietrzu. Potwierdzone. Po chwili zadzwonił Wahtang i z pewnością jego nr nie miał końcówki 05, heh. Oczywiście nie dał dość do głosu Naczelnikowi, pewnie jak zwykle zaczął opowiadać historię, cofając się do Ery Dinozaurów, jak to ma w zwyczaju…
‘Musisz napisać wyjaśnienie’, ‘Tylko jak ma ono brzmieć?’ zapytał się pewnie samego siebie. Kolejne milion dwieście telefonów, notatki. Teraz wyszła kwestia, w jakim języku. Po rosyjsku? Telefon rozgrzał się do czerwoności. Nie, musi być po gruzińsku. Przecież, ja nie napiszę robaczkami? Po jakimś czasie pojawił się tłumacz z rosyjskiego na gruziński. Ja przedstawiałem swoją wersję, tłumacz przekładał na gruziński, naczelnik sporządzał notatkę: Ja K+M+B (niezłe mam inicjały, heh, pierwsze skojarzenie), urodzony dnia takiego i takiego miesiąca, takiego roku, w Opolu, obywatel Rzeczpospolitej Polski [...] inżynier [...] Panoramio [...] Красны Мост [...] nieświadomy wjechania w strefę przygraniczną [...] bla bla bla. Później było jeszcze pouczenie, w skrócie: jeśli jeszcze raz naruszę strefę przygraniczną zostanę oskarżony i sądzony zgodnie z prawem panującym w Gruzji. Cóż, taka ich praca. W międzyczasie żartowaliśmy z Naczelnikiem, z którym później wymieniłem się nr telefonów, tzn On mój już miał, bo wcześniej spisał. Koniec, po czterech godzinach! Wychodząc z biura zagadnąłem jeszcze o sprezentowanie czapki pograniczników, tak ‘na pamjać’. Zapytany (którego imienia i nazwiska, jak i pozycji nie wymienię) popatrzył w prawo, w lewo, po czym rzekł ‘ho’. Złożył w środku dedykację i nakazał schować ‘za pazuchę’, a jakby ktoś się kiedykolwiek pytał to ‘kupiłem na bazarze’…